(czyli unikalny Dyrektor Techniczny ze „szczecińskiego importu”)

MOTTO:

po Panu St. W.”

 

 

 ja też widzę teatr

czasami skarlały

potrzebny dla wielkich

gdy małych

(EK)



Przeżyłam na świecie już prawie 53 wiosny. Od urodzenia jestem osobą niepełnosprawną ruchowo. Od ponad 30 lat człowiekiem próbującym zrobić w naszym kraju to i owo, co mogłoby ułatwić życie ludziom z podobnymi do moich problemami w poruszaniu się. Dość dobrze znam więc tzw. środowisko i wiem, że globalny skutek działań nas wszystkich na tym polu bywa, choć jest nas -aktywnych nie tylko we własnym interesie – osób wcale niemało, najdelikatniej mówiąc, umiarkowany. Jeszcze dobitniej, niż tylko jako osoba prywatna, przekonuję się o tym od tych ładnych paru lat, od których staram się nagłaśniać kłopoty niepełnosprawnych również jako dziennikarz.


A tu proszę stał się cud. W marcu tego roku, pozyskawszy mój telefon z biura organizacji widowni, w którym zamawiałam dla siebie wejściówkę na spektakl, chcąc uzyskać miejsce dogodne dla osoby z trudnościami w poruszaniu się, zadzwonił do mnie nowy, bo urzędujący od stycznia tego roku, Dyrektor admistracyjno-techniczny warszawskiego teatru ATENEUM, Pan Ryszard Markow. Zadeklarował, że chce podjąć przebudowę szacownego przybytku sztuki tak, aby stał się on, rzeczywiście, a nie tylko deklaratywnie, dostępny dla inwalidów. W tym też celu prosi mnie, jako osobę bywającą w „Jego” teatrze stosunkowo często, o spotkanie, rozmowę,pomoc i konsultację.


Przyznam, że mnie zatkało. Pierwszy raz, w moim długawym przecież i wcale nie takim znowu pasywnym żywocie, zdarzyło mi się, że w takiej sprawie zadzwonił do mnie dyrektor czegokolwiek. A już żeby raczył to zrobić, w dodatku w ujmujący uprzejmością i determinacją sposób, Dyrektor teatru, i to jeszcze z takim prestiżem i renomą, jak ATENEUM.... Byłam w lekkim szoku. No i, NATURALNIE, nie mogłam, i nie chciałam się nie zgodzić.


Na miejscu okazało się, że jest jeszcze lepiej, profesjonalniej niż się tego po życzliwym Panu Dyrektorze spodziewałam. Przywitał mnie, i towarzyszącego mi w charakterze wspierającej„siły fizycznej” mojego męża, przed budynkiem teatru. Tak się zresztą umawialiśmy. Chodziło przecież o to, aby razem przejść wszystkie te miejsca, poczynając od wejścia, kasy, szatni, Biura Organizacji Widowni, bufetu, toalety, windy, NIBY NOWEJ I PO PRZEBUDOWIE. ALE WCIĄŻ „KURIOZALNEJ”, a na trzech, położonych na różnych kondygnacjach teatru i położonym jeszcze wyżej dyrektorskim gabinecie, kończąc, do których bez przeszkód, a i bez przesadnej pomocy osób trzecich, powinien dotrzeć widz poruszający się na wózku inwalidzkim.


Dyrektor Ryszard Markow zjawił się nie sam. Towarzyszyły mu, skrupulatnie notujące każdą naszą,tj. moją , mego męża i Pana Dyrektora,uwagę i sugestię, Panie Renata Pietrzyk i Hanna Wagner, oraz – nieznany mi niestety z imienia i nazwiska młody człowiek, który we wszystkich newralgicznych miejscach, kręcił - ilustrujące konkretne nieprzystosowanie – sekwencje filmowe.


W ciągu około dwóch godzin obeszliśmy razem gmach i omówiliśmy każdy istotny, schodek, drzwi, klamkę. Komentowaliśmy każdą wysokość umieszczenia przycisku w windzie, wyłącznika światła, czy pojemnika na mydło w toalecie, itd. itp...


Zakończyliśmy rozmową w dyrektorskim gabinecie. Było o kulturze wysokiej, o kulturze bycia, zwłaszcza w odniesieniu do osób niepełnosprawnych, ale i tak w ogóle. No i o polityce trochę też...


W międzyczasie współpracownice Dyrektora zdradziły mi – niemal szeptem, bo sam Pan Ryszard Markow jest na to osobą zbyt skromną, że Ich szef jest „importem” wprost ze Szczecina i tamże, i w innych miastach w Polsce, dokonywał w obiektach kulturalnych podobnych rewolucji. Tam również była to, podobnie jak w przypadku ATENEUM, substancja zabytkowa, i tam, jak łatwo się domyślić, też początkowo nie było ani klimatu do istotnych zmian, ani pieniędzy na ich przeprowadzenie. A jednak się udało. Przede wszystkim dzięki stanowczości i ludzkiej dobroci Dyrektora Markowa. Ale także dzięki pomocy wszelkiej maści decydentów, wolontariuszy, architektów, dziennikarzy i wielu, bardzo wielu innych. Nie obeszło się również bez wsparcia licznych lokalnych firm i zwykłych ludzi najlepszej możliwej woli.


Nie widzę powodu, aby skoro już Warszawa dostała od losu taki dar jakim jest dyrektorowanie Pana Markowa w ATENEUM, akurat stolica miała taki prezent zmarnotrawić. Apeluję więc do wszystkich. Poczynając od Panów Prezydenta i Premiera Najjaśniejszej, Ministrów Kultury i Budownictwa, Prezydenta m. st. Warszawy, Generalnego Konserwatora Zabytków, przez władze Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych , a na prezesach firm, architektach i zwykłych warszawiakach kończąc, pomóżmy wszyscy, Anieli, diabli i ludzie Dyrektorowi. Wystarczająco długo tułam się po świecie, aby wiedzieć, że następny TAKI KTOŚ szybko się nie zdarzy.


Trochę patetycznie napisał „mi się" ten poprzedni akapit, ale nie szkodzi, pewnie tak miało być. Byleby skutecznie. Błagam.


Ewa Karbowska