E. Delacroix - Wolność wiodąca lud na barykady
Nie ma wolności dla człowieka,
jak długo nie pokonał strachu przed śmiercią.
Albert Camus

1

Przyjmując za Baruchem Spinozą, że wolność jest uznaniem konieczności, zamieniamy się w deterministów – i szukamy  wolności, która nigdy nie może zależeć od konieczności. Zawieszamy ją gdziekolwiek i ruszamy na barykady razem z Eugène`em Delacroix. Teraz już naprawdę jesteśmy gotowi się przyznać, a nawet uwierzyć, że jesteśmy rewolucjonistami. Szukamy wolności takiej, jakiej chcemy, jakiej chcielibyśmy zawsze; całkowitej wolności od wszystkiego.

Czy zawieszenie konieczności nie oznacza jednak zawieszenia broni? W życiu człowieka tak naprawdę niewiele zależy od niego. W pracy trzeba podporządkować się przełożonemu, w rodzinie obowiązuje prawo konsensusu, takiego ułożenia relacji, które będą zapewniały wolność wszystkim bliskim. W państwie zależymy od prawa, konstytucji, ustaw, rozporządzeń, kodeksów. Konieczność i wolność bynajmniej nie znajdują się na jednej płaszczyźnie. I słusznie pisał Viktor E. Frankl, że w tej warstwie, w której znajdujemy zależność człowieka, nigdy się nie da stwierdzić jego autonomii.

2

Wolności nie da się uzasadnić do końca prawami logiki. Rację ma więc jeden z największych teologów XX wieku Romano Guardini – wolność musi być wolna. Jeżeli wolność jest wolna, to nie jest to tautologia tylko precyzyjne określenie fenomenu. Co jest fundamentem wolności? Czy Guardini nas zaskakuje, kiedy mówi, że Duch? Nie jest to niespodzianka, w końcu  filozof  spogląda na pojęcie wolności z pozycji wierzącego chrześcijanina - wolność istnieje tylko wtedy, gdy istnieje indywidualny duch, składający się z ciała i duszy człowiek. On jedynie jest zdolny do wolności.

To jednak nie wystarczy. Jeżeli jesteśmy Osobami i nasz byt kształtuje, oprócz Marksowskiej świadomości, Duch - to przecież potęga człowieka, jego fenomen zbudowany jest także na relacji Ja – Ty. Pisał o tym Martin Buber – „Świat relacji powstaje w trzech sferach. Pierwsze to życie z przyrodą. (…) Druga to życie z ludźmi. Tutaj relacja jest jawna i ma kształt słowny. Możemy dawać i przyjmować Ty. Trzecia to życie z istnościami duchowymi. Relacja jest tutaj skryta w obłoku, ale się odsłania, w sposób niemy, lecz językowo twórczy”.

Nie dystansujmy się od poezji żydowskiego filozofa, w rzeczywistości tworzymy przecież, myślimy i działamy w tych przestrzeniach wolności, które są nam dane. Tworząc, jesteśmy artystami i  dokonujemy tego ze świadomością, że nikt nie będzie nad nami panem. Chyba, że instancja wyższa, jeżeli w nią wierzymy. Myślimy też w sferze wolności, w tej całkowitej i tylko naszej oazie ciszy, do której nikt nie ma prawa wstępu. Zabraniamy i wywieszamy tablicę: „Myślę, więc jestem. Nie potrzebuję Innego”. A do tego działamy jeszcze dzięki wolnej woli i z miną zwycięzców; chcemy przecież zawsze dobra i prawdy, jak przystało na ludzi z planety Ziemia.

3

Doskonale wiemy, a tłumaczyli to zarówno Alexis de Tocqueville, jak i Raymond Aron, że ani rządzący, ani ustroje nie mogą usunąć dwóch ostatecznych przyczyn przymusu, jakiemu podlegają wszyscy i każdy. Jest to wielkość społeczeństw oraz rygor organizacji. Zależymy od społeczeństw w każdym geście i w każdym słowie, no może w prawie każdym geście i w każdym prawie słowie. Organizacja, każda prawie organizacja, nas zniewala, czy to będzie organizacja partyjna, czy związki zawodowe. Tocqueville słusznie zauważył, że jakikolwiek przymus obywatelski wypacza ustrój i sprawia, że wolność zanika.

 W „Pogardzie mas” Peter Sloterdijk, analizując XX-wieczne społeczeństwo konsumpcyjne, stwierdził, że zakwestionowanie wolności jest ciągle pierwszym i zasadniczym oszustwem mas i kończy się najczęściej nacjonalistyczną nienawiścią. W demokratycznych społeczeństwach człowiek odkrywa pod wpływem zasady podobieństwa nieskończone pokłady współczucia dla uciśnionych, ale pod pozorem litości.

Rewizja, której dokonuje Sloterdijk w nowoczesnej demokracji, opiera się na kilku przesłankach: nie ma panów, są tylko procesy podporządkowania sobie innych; nie istnieje talent, są tylko procesy uczenia się; nie istnieje geniusz, są tylko procesy  produkcji. Nie ma autorów, są tylko procesy programowania. Najrozleglejszy konflikt XX wieku stanowi wojna między zwolennikami idei wolności a zwolennikami idei równości.

Sloterdijk uważa, że tak jak metafizykę religijną niepokoiło pytanie, skąd pochodzi zło, tak świeckie społeczeństwo niepokoi jedna jedyna kwestia, skąd ma ono brać swoje różnice. To nie jest hymn postępu i  Marksa, tym bardziej hymn radości Schillera, który przecież zawiera optymistyczną wizję przyszłości człowieka. Zabrzmiała ona dobitnie u Beethovena w IX symfonii; w XX wieku, niestety, tej utopijnej wizji wolności, równości i braterstwa już zabrakło.

4

Podobno Jean-Jacques Rousseau nie był optymistą. To on napisał w „Umowie społecznej”, że człowiek rodzi się wolny, ale wszędzie jest w kajdanach. I uzasadnia, co rozumie przez pojęcie „kajdany”. Była to woda na młyn dla rewolucjonistów  typu Robespierre`a czy Dantona. Powstaje nowa definicji wolności – wolność jest tym, co zostaje po usunięciu wszystkich instytucji, ograniczeń, praw i hierarchii. Później przyjdą kolejni myśliciele i wodzowie rewolucji – od Marksa i Engelsa po Lenina, Stalina i Mao. Ich utopią jest stworzenie państwa bezklasowego i wyzwolenie od ciemiężców – czyli kapitalistów.

Rewolucja nigdy nie jest zwycięska. Pożera społeczeństwa i ludzi. Wolność staje się wtedy utopią. Pisał o tym m.in. filozof angielski, Roger Scruton: „Partia rządząca będzie zmuszona zlikwidować nie tylko wolną gospodarkę, ale również kluby, stowarzyszenia, szkoły i kościoły, które do tej pory były naturalnymi narzędziami reprodukcji społecznej. Krótko mówiąc, po dojściu do władzy utopia będzie samoczynnie zmierzała w stronę państwa totalitarnego”.

 W świecie utopii żyją bohaterowie „Biesów” Dostojewskiego: od Piotra Wierchowieńskiego po Mikołaja Stawrogina i Aleksieja Niłycza Kiryłowa. Najciekawsza jest postawa tego ostatniego. Szukając całkowitej wolności, ucieka od życia. Samobójca Kiryłow żyje w przekonaniu, że Boga nie ma. Chce udowodnić to w jedynym – jego zdaniem – geście wolności, który może człowieka wynieść ponad Boga, w samobójczym jego odrzuceniu. Iluzoryczna wolność Kiryłowa skazuje go na męki piekielne, na życie w przestrzeni świata, którą Nietzsche określił jako sferę „poza dobrem i złem”. Tutaj nie da się żyć.

Dla Alberta Camusa samobójstwo nie było rozwiązaniem ostatecznym, choć pojęciem niezwykle pojemnym filozoficznie. Bardziej interesujący był dla niego bunt.  Popatrzmy na bohatera „Upadku”. Człowiek wydawałoby się przegrany, potrafi myśleć przed śmiercią o nie wyznanym kłamstwie, o absolutnym mordzie dokonanym na prawdzie, to znaczy, że mimo wszystko ma sumienie, a człowiek, który ma sumienie, w ostateczności nie może do końca nie wierzyć.

Na kartach dzieł Camusa jest wiele takich paradoksów, ten ateista wyznaje bowiem religię buntu, stawiającą opór kłamstwu, złu, pysze, gdzieś niedaleko jest już jednak wiara w lepsze jutro ludzkości. To jutro się spełni pod warunkiem, że człowiek nie przekroczy granic niesprawiedliwości. Bo Camusa gnębią pojęcia wolności i sprawiedliwości. Świat absurdu to świat, w którym nie ma wolności i sprawiedliwości. Buntownik jest potrzebny w takim świecie, bo potrafi odkryć w nim i w sobie miłość do ludzi bez Boga.

„Buntuję się, więc jesteśmy” – zapamiętajmy te słowa, nie pomyślmy jednak od razu o rewolucji. Camus nie znosił jej i dlatego polemizował ciągle z Jeanem Paulem Sartre`em, zwolennikiem Stalina i Mao. Nigdy nie tęsknił, jak autor „Dróg wolności”, do powszechnej idylli.

5

„Jedyną prawdziwą sztuką jest sztuka konstrukcji”. Jedyną wolnością jest tworzenie. Mógł to napisać tylko wielki samotnik i pisarz. I tak jest w istocie. Portugalski poeta i prozaik, Fernando Pessoa, w „Księdze niepokoju” konstruuje swój własny świat: samotności, marzycielstwa, melancholii i cierpienia. Świat wyższej instancji, ale bez Boga. W jego misternych wypowiedziach, zdaniach i pytaniach egzystencjalnych niepokój wybija się wciąż na pierwszy plan: jest to ocean niepokoju, literatura jako najwspanialszy sposób ignorowania życia.

Pessoa ucieka w literaturę, która jest jedynym sensem jego istnienia tu na ziemi. Wolność to izolacja, miejsce osobne. W pisaniu i myśleniu odnajduje idealną przestrzeń dla odkryć wyobraźni. Bóg ma twarz samotnika, a dusza ludzka jest ciemną przepaścią. Wolność zdaje się być dla niego pojęciem ostatecznie wyczerpanym. Ale czy tak jest naprawdę?

Niezależnie od tych wszystkich wątków bliskie prawdy jest raczej to, że wolność to możliwość wyboru. Jestem rzeczywiście wolny do zrobienia czegoś. Czy teraz, w tym miejscu kończąc zdanie, dokonałem słusznego wyboru?

 

Grzegorz Kozyra