MOTTO:

nawiać...

choćby dla kawału

od banału”

(E.K)

 


Z powodu wieloletniej fascynacji sceniczną aktywnością i Sztuką tego wykonawcy bywałam i bywam na wielu jego koncertach. Lokalowo bywało rozmaicie. Zdarzały się i sale - oraz sceny - ogromne i przynajmniej całkiem spore. Były też takie jak to wczorajsze, moim zdaniem najlepsze, bo współbrzmiące z Jego bardowską klimatycznością miejsca...
W Domu Kultury przy ulicy Chrobrego 27 na warszawskich Włochach – które niezwykłością, i to wcale nierzadko, nakarmić potrafi. A dzieje się tak przede wszystkim w ramach, organizowanego przez genialnie śpiewającą aktorkę Barbarę Dziekan, cyklu spotkań pod bezpretensjonalnym tytułem „Barbara Dziekan i jej goście”.


W sobotę 9 lutego 2013 roku o godzinie 19.00, zresztą nie po raz pierwszy w tym miejscu i na zaproszenie tej właśnie gospodyni, prezentując tym razem swój recital „ CZYŻYKIEWICZ SOLO”, spotkał się z publicznością Mistrz nastroju, bard, poeta, gitarzysta (a nadto znakomity malarz i grafik – choć akurat dwóch ostatnich z wymienionych aktywności artystycznych tu nie zaprezentował) Mirosław Czyżykiewicz. Za to koncert był. I, o czym znających dokonania tego artysty przekonywać nie trzeba, był jak zwykle, bez żadnej przesady, porywający.


Na niewielkiej klimatycznej scenie, przed liczną grupą skupionych i wyciszonych ludzi, widzimy i słyszymy raptem faceta z gitarą, a może nawet... gitarę z facetem. W tym przypadku kolejność wymieniania dowolna, bo oboje tak samo niewiarygodnie czarujący. Spodziewanie, i niespodziewanie zarazem, rozbrzmiewają i dźwięki antywojennych pieśni Josifa Brodskiego, z , między innymi zapewnieniami o tym, że „błękitne oczy jawnym są znakiem[...] ojcem był żeglarz”.

Albo przewrotne napomknienie o tej co odchodząc z inżynierem chemikiem, tak w każdym razie można sądzić czytając jej listy, „kompletnie zgłupiała”.Kto zaś pragnął klasyki gatunku, ten dostał prezent w postaci brawurowych wykonań pieśni Włodzimierza Wysockiego z absolutnie , zdaniem piszącej te słowa, niepodrabialnym wykonaniem „Koni narowistych”i wielu innych tekstów, jednych znanych bardziej, innych odrobinę mniej. Zresztą kategorie „znane”, czy nie jest w oczywisty sposób całkowicie subiektywna. Zależy przecież wyłącznie od tego jaka, czy raczej która, osoba jest słuchaczem konkretnego utworu.


Na tym akurat recitalu nie było utworów z nowej, niedostępnej jeszcze, płyty. „Czyżyka”. Ale może to i lepiej. Z tym większą niecierpliwością będziemy czekać na jej artystyczną i handlową premierę.


Dla mnie fenomen „czyżykowego” śpiewania polega głównie na tym, że im dłużej, a,. jak wspomniałam na początku, jest to już nieprzyzwoicie długo, i im częściej, czyli z płyt co najmniej 3 razy w tygodniu, a koncertowo, to już jak okoliczności pozwolą, słucham tego Artysty, tym silniej i kategoryczniej pożądam kontaktu z Jego sztuką. O tym, że nie jest to postawa najgłupsza, najlepiej przekonać się empirycznie. A że podobnych do mnie słuchaczy jest z nieubłaganym biegiem czasu jakby troszkę mniej?.... Pewnie to prawda. Chociaż, akurat na koncertach Mirka, rzucająca się w oczy mało nachalnie. Ale nawet gdyby, to... Nie szkodzi. Ilość przeszła w jakość.


Ewa Karbowska