Sama nie wiem jak to się stało, zwłaszcza, że zespół DŻEM lubiłam „od zawsze”, ale pochodzący z 2005 roku, film Janusza Kidawy-Błońskiego, p.t. „Skazany na bluesa” obejrzałam dopiero niedawno. I to całkowitym przypadkiem, w TVP 2, gdyż na ogół nie oglądam telewizji publicznej.

I pierwszą rzeczą, jaką powinnam zrobić, przy okazji mojego prywatnie spóźnionego seansu filmowego, jest przeproszenia aktora Tomasza Kota. Wszystko w czym widywałam Go do tej pory podpowiadało mi, i to bardzo głośno, że dla Niego liczy się tylko kasa. Co do roli, to im głupsza, tym lepsza, bo aktor z Pana Tomasza raczej mierny.

 

Tymczasem w SKAZANYM NA BLUESA, opowieści o niepokornej duszy, pogmatwanym – głównie przez narkotyki – życiu, błyskotliwej karierze i boleśnie przedwczesnym końcu wokalisty zespołu DŻEM Ryszarda Riedla, pokazał, że wykonywać swój zawód potrafi. Romanem Wilhelmim wprawdzie się nie objawił, ale przekonał mnie i wzruszył. A to już bardzo dużo. Choć dodać trzeba, że całość ratowała głównie Jolanta Fraszyńska – odtwórczyni roli żony Ryśka Małgorzaty Riedel „Goli”.

    Sam film nie jest typową biografią. Reżyser skupił się głównie na pokazaniu tych wątków z życia Artysty, które próbowały wyjaśnić co, i dlaczego, było dla Niego najważniejsze. Czyli na Muzyce, Wolności Przyjaźni, Miłości i, niestety, narkotykach. W kwestii tych ostatnich wyjaśniono zresztą niewiele. Brak, wystarczająco przekonującego, pokazania powodu dla którego Ryszard Riedel sięgnął po dragi. Ucieczka do – albo od – Wolności?... Może, ale ułomna jakaś. Nie na przykład niemal nic o tym jak bardzo, może poza blado pokazanym epizodem z żoną, w walce z nałogiem wspierała Go rodzina.

    Za to na pewno było dużo i dobrze o wrażliwości, talencie, marzeniach i przede wszystkim Muzyce. Tej z – naiwnego może – ale pięknego „Snu o Victorii” czy z „Czerwonego jak cegła”. Już choćby tylko o tych dwóch piosenkach, a właściwie pieśniach, może bez żadnej przesady powiedzieć, że były „hymnami pokolenia”, że o mocnej, wręcz wstrząsającej „Modlitwie III” nie wspomnę. Jej słowa znaczą tu, jak chyba nigdzie indziej. Szczególnie w zestawieniu z obrazem ubezwłasnowolnionego przez narkotyki idola.

    Film, mimo że niedoskonały, jednak polecam. Wszystkim, że szczególnym jednak uwzględnieniem generacyjnych rówieśników, zmarłego z przedawkowania, w wieku zaledwie 37. lat, Ryśka Riedla. Mówię bowiem o swoim własnym pokoleniu, dla którego był On jednak wolnym ptakiem. Czasem tylko woleliśmy nie pamiętać o tym jak bardzo zamkniętego... w klatce uzależnienia.

Aha, i jeszcze coś. Aktorsko warto zwrócić uwagę również na Joannę Bartel, w niezwykle ważnej kreacji matki Riedla, Adama Baumanna, w roli ojca Ryśka i Macieja Balcara jako Indianera.

    No, i Pana Kota jeszcze raz przepraszam. Potrafi zagrać, jak Mu się zechce. To fakt.

Komentarze

marian | 2013-02-11 11:08

Jeszcze Erratum !