„Białą lokomotywę” można oczywiście określić jako po prostu kolekcjonerskie wydawnictwo. Dla mnie jest to jednak przede wszystkim mocna, dodatkowo wzbogacona o listy i kartki pocztowe, historia mocnej męskiej Przyjaźni. Wspaniale, że akurat dwóch takich facetów jak bard, kompozytor i reżyser Jerzy Satanowski i, dla nas dziś już legendarny poeta Edward Stachura To im zawdzięczamy niesamowitą, rozpisaną na dwa głosy, silnie zaplątaną w sztukę, a poprzez nią w tragizm i piękno ludzkich losów, dziwną i równocześnie bardzo zwyczajną opowieść.

Jednocześnie, oprawiona i doprawiona znakomitością obrazów Maksymiliana Novaka-Zemplińskiego, jawi się jako lewitująca w przestrzeni bytu i niebytu , jakby tajemna, choć znana, przypowieść o wrażliwości POETY. Tego konkretnego, tj. Steda (jak nazywano Edwarda Stachurę) i POETY w ogóle...

Nad całością dominuje wrażenie głębokiego poruszenia. Wzruszenia takim losem człowieka, co to podobny do lotu ćmy w kierunku światła. Szybowania po trajektorii, na której zawrócić nie sposób.

Tekst i obraz dopełniają (na dwóch płytach audio CD) równie jak Sted niepodrabialni, i tak samo, a jednak zupełnie inaczej wrażliwi, mężczyźni: Jerzy Satanowski, Jan Janda Tomaszewski i Mirosław Czyżykiewicz. Wszystkich trzech Panów uspokaja, jak zawsze cudnie eteryczna, Magda Umer. I takiej uczty aż 116 minut.

A cała ta wyjątkowość do nabycia na stronie: . I w sklepach Empik chyba też widziałam.