Zamiast pisania (aż opasłych książek, albo zaledwie pojedynczych wierszy) jest montowanie życia. Wycinanie, dopasowywanie i sklejanie.
 Taśma filmowa

Raz fragmentów taśmy filmowej na podobieństwo, albo niepodobieństwo, wycinków z gazet. Kiedy indziej odwrotnie. Wycinków z gazet jak taśmy filmowej.
 
A taśmy filmowej już nie ma. Jej poczesne miejsce zajął cyfrowy zapis obrazu. Teraz można dowolnie – i w zasadzie bezkarnie – przerzucać, zamieniać, przestawiać całe pliki lub ich części. Wygodnie i, tak twierdzą niektórzy, zabawnie (?). Da się żonglować cudzymi/ własnymi uczuciami. Da się zestawiać emocje w rozmaitych sekwencjach. I cudacznych, lub cudownych konfiguracjach też.

Ludzie – ja, ty, on, albo nawet my, wy, oni istnieją tu jedynie w przebraniach komputerowych pajacyków. Pociąganych zgrabnie za niewidoczne, pewnie dlatego, że elektroniczne, sznureczki. O zwierzętach – w tym i takim kontekście – już nawet wspominać nie ma co. Wszystko to przecież jedynie bity i bajty , nie mylić z bajkami czy choćby bujdami.

Wszelkie pointy wszystkich możliwych – na przykład miłosnych, zbójeckich, albo wojennych – historii są zamknięte. Szczelnie zapuszkowane w pamięci komputera. Wyobraźnia ma wolne.

A przez okno, letniskowego domku w środku lasu, wleciał (żywy i prawdziwy) kolorowy ptak. Szelma z rudawym podbrzuszem. Skończono montaż.

Wnioski końcowe spisano ołówkiem na papierze. A to głównie z powodu realiów rodzimej wsi. Akurat nastąpiła przerwa. Zwykły chwilowy brak w dopływie elektryczności.

Ewelina Pacak