Sufit
horyzontalne oglądanie świata
może wprawdzie być
liczeniem barankowych obłoków
albo podziwianiem gwiazd
w konstelacjach rozmaitych

istnieje pewnie również jako
zwiedzanie boskich komnat
gdzieś w wymyślonym niebie
dokładnie na pograniczu naiwności
z fantazją i wiarą

częściej jest jednak obserwacją
i to w najlepszym wypadku –
ciężko ołowianych chmur
w tym gorszym - okazuje się
analizą powierzchni sufitu

sufit – jak to sufit –
bywa teoretycznie biały
przy bliższym poznaniu
przybiera jednak
raczej szare tonacje

a w nierównościach tych szarości
czają się miliony
cząstek kurzu
i twarze –
oblicza dziennych i nocnych koszmarów

w poziomie doznaje się też
miłosnych – nazwijmy je – rozkoszy
statystycznie częstszy – lepiej pamiętany
pozostaje mimo wszystko strach
zatkania perspektywy płaszczyzną sufitu