w koszyczku fiołków zaczaił się smutek
i własne wspomnienia w aromat obute
i wątłe pragnienia – aż z zeszłego roku
i cztery łzy ciężkie i dziwny niepokój
fiołki wabiące barwą Jego oczu
kuszące podobnym zestawem zaskoczeń
subtelnością kwiatków czarujące byt
skrywają czekanie i Jej pierwszy wstyd

a Ona od rana w staromiejskiej bramie
stuk butów przechodniów wykuła na pamięć
tu ciuła iluzje i każdziutki grosz
tu chciałaby sprzedać fiołkowy kosz

na słońcu przysnęła
tak to się zdarzyło
że nie wiedzieć kiedy
wymarzyła miłość –

wszystkie bukieciki – zupełnie bez słowa -
Ktoś hurtem zakupił by Jej podarować
Eden ten mógł potrwać noce najmniej dwie –
otworzyła oczy – Ktoś zniknął we mgle