Szanowny Panie Premierze,
wstrząsnęła mną wiadomość podana przez media, że Pański minister skarbu nosi się z zamiarem likwidacji Państwowego Instytutu Wydawniczego. Ta ponura informacja, ogłoszona z właściwą ministrowi dezynwolturą w przeddzień Warszawskich Targów Książki i Kongresu Obywateli Kultury, na którym ma Pan podpisać "Pakt dla kultury",  jest nie do przyjęcia z wielu powodów, które pokrótce postaram się wyłuszczyć.

Po pierwsze,

cytuję za Gazetą Wyborczą: PIW istnieje od 65 lat. Na półce każdego inteligenta stały książki z jego serii wydawniczych: "Współczesna Proza Światowa", "Rodowody Cywilizacji" ("seria ceramowska"), "Biblioteka Myśli Współczesnej" ("plus minus nieskończoność"), "celofanowa" seria poetycka. PIW wydał ponad 8 tys. pozycji, w tym cały polski kanon literacki: dzieła wszystkie Kochanowskiego, Reja, Krasickiego, Słowackiego, Krasińskiego,
Norwida, Fredry, Reymonta, Prusa, Sienkiewicza, Boya-Żeleńskiego, Słonimskiego. Trwają kompletne edycje Witkacego i Leśmiana, na druk czeka ostatni tom dzieł Białoszewskiego.

 

Po drugie,
miał pański minister szansę ratować PIW już dawno temu: Aleksander Grad znał projekt konsolidacji 5 - 6 państwowych wydaniwctw z udziałem Przedsiębiorstwa Wydawniczego "Rzeczpospolita" SA, które wtedy jeszcze dysponowało środkami, umożliwiającymi wzmocnienie i uratowanie PIW-u. PIW podpisał już wcześniej wstępne porozumienie z PWR SA. Niekompetentny zarząd tej spółki i  negliżujące ten projekt MSP dopuściły do zmarnowania PWR SA, które dziś samo musi się ratować sprzedając aktywa, w tym -
udziały w "Presspublice".


Po trzecie,
PIW nie jest w zaniku, jak zuchwale twierdzi rzecznik MSP. Jeżeli coś zanikło, to poczucie przyzwoitości w tym resorcie, który niewątpliwie odnosi sukcesy na polu prywatyzacji, ale niekoniecznie w dziedzinie przedsiębiorstw ze sfery wydawniczej i kulturalnej. PIW ma majątek, trudny do wyceny, w postaci praw wydawniczych, logo i zbioru ponad 15 tysięcy tzw. egzemplarzy żelaznych. Oczywiście, urzędnikom od prywatyzacji stoczni, energetyki czy PKS może być trudno oszacować taką wartość, jak 65-letnia marka, opinia jednego z 2 - 3 najlepszych wydawnictw książkowych, osadzenie w środowiskach intelektualnych i
wreszcie - całkiem spory kawałek polskiej kultury.

 

Po czwarte,
wyrwy, która powstanie po likwidacji PIW, nie zasypie nic. Nie wypełnią jej inne wydawnictwa, a w każdym razie nie tak prędko, by skutki takiej decyzji nie ustaliły na długie lata zasady, że na skali wartości polskiego rządu liczą się bardziej pieniądze niż dobro polskiej kultury.


Na koniec -
oburzający jest sam pomysł likwidacji PIW, jak moment i sposób. Pominięcie ministra kultury świadczy o pysze i niemożności uwzględnienia przy podejmowaniu decyzji gospodarczych potrzeb innych, niż budżetowe. Jeżeli za coś można by ministra skarbu odsądzić i osądzić, to właśnie za to, co chce uczynić polskiej kulturze, tak ubogiej w zasoby, w  instytucje o ciągłości dłuższej niż pół wieku i - jak się okazuje - w polityków, którzy mają w kieszeni coś więcej niż kalkulator.
W najnowszej historii Polski najbardziej charakterystycznym zjawiskiem było - i jest nadal - bezmyślne przerywanie ciągłości instytucji, procesów, zjawisk. Dlatego likwidowanie czegoś, co od dziesięcioleci wrosło w pejzaż polskiej kultury może zbrodnią nie jest, ale głupotą - na pewno.
Z tych wszystkich powodów wnoszę do Pana Premiera tę prośbę - o uratowanie Państwowego Instytutu Wydawniczego.
z poważaniem
Piotr Rachtan (kontrateksty.pl)