„Patrzyłem na niego w kołysce i kiedy zaczynał chodzić."Gdzie ty się pchasz - mówiłem mu cicho albo powtarzałem sobie w głowie - gdzie ty się pchasz, głuptasku? Naprawdę chcesz się wpakować w to bagno, w ten kierat, w którym ojciec zatruwa syna, syn - wnuka, wnuk - prawnuka, a każdy na  inny, bardziej wymyślny sposób; czy naprawdę chcesz przedłużać tę linię cierpienia?" No i proszę, dyfteryt. Niegłupi chłopak."
W najnowszej książce „Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya". Dehnel otwiera drzwi tajemnicy i chwała mu za to, bo któż z nas znałby takie szczegóły prywatnego życia artysty, gdyby nie ta powieść?

Przedstawia nam sławnego Francisco, jakiego nie znaliśmy. Z jednej strony pełnego charyzmy furianta, perwersyjnego artystę malarza, z drugiej mężczyznę o otwartym sercu, człowieka wrażliwego, kochającego. Kochający on był, a jakże. Oj, otwarty był na różne rodzaje miłości. Kochał żonę, kochankę, syna, czy wieloletniego swojego kochanka - Zapatera. Miał w ręku cały świat...do czasu, gdy pojawiła się głuchota. To ona sprawiła, że cały świat stał się dla niego niedostępny za pośrednictwem tegoż zmysłu. Sam dla siebie stał się zupełnie obcy, dla rodziny również. Głuchy i samotny.

Przedstawia nam syna Javiera - zagubionego, pozbawionego chęci życia, jedynego dziecka malarza, które przeżyło.

„Przyszedłem na świat przy ulicy Rozczarowania...Ale ojciec - jestem o tym najzupełniej przekonany, jeśli nawet tego akurat nie wypluł z innymi obelgami, którymi mnie obrzucał - zawsze uważał, że ulica nazywa się tak, bo ja, Javier, przyszedłem na świat w domu, który stał właśnie przy niej, w alkowie na  piętrze, w mieszkaniu portrecisty i wicedyrektora Królewskiej Manufaktury Tapiserii Santa Barbara, a wkrótce malarza królewskiego, Francisa Goi y Lucientes."

I wnuka Mariano...

To nie jest zwykła biografia, to opowieść o relacjach w rodzinie, o tym, co działo się w głowach mężczyzn z rodu de Goya.

Dehnel sprawnie i z ogromną łatwością używa metafor, co powoduje, że książkę czyta się niemal jednym tchem. To dzieło doskonałe jeśli chodzi o dobór słów, kompozycje zdań. W sposób mistrzowski opisuje on zawiłą relację ojca-geniusza z synem stojącym w jego cieniu. W pojedynku Javier jest bez szans - ojciec geniusz wygrywa na każdej płaszczyźnie: dominacją, osobowością, talentem. 

Ukazuje on różnicę we wszystkim, także w  postrzeganiu malarstwa przez ojca i syna.

Javier na ten przykład nie lubi technologii, ucierania pigmentów, mieszania ze spoiwem sprawdzania gęstości konsystencji, mycia pędzli.

„Sądziłem zawsze że malarstwo powinno być sztuką piękną i czystą,a  nie czymś między prostacką robotą tynkarza, nudną aptekarską precyzją a przyziemnymi pracami pokojówki."

Szczerze powiedziawszy, nie czekałam na tę książkę. Po wspaniałej Lali, czy też Balzakinie nie sądziłam, że  będzie ta pozycja  w jakikolwiek sposób interesująca.

Pomyliłam się. Dehnel genialnie łączy słowa budując opowieści pełne napięcia, wulgaryzmów i. Trójka bohaterów często opowiada te same historie z perspektywy każdego z nich. Poprzez ten zabieg Dehnel doskonale ukazuje konflikt w komunikacji między ojcem, synem i wnukiem.

W tej książce to mężczyźni mają głos.

Joanna Kusy
------------------------------------------------------
„Saturn" Jacek Dehnel, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2011