Jaromir Nohavica i Antoni Muracki










Jaromir Nohavica wg Antoniego Murackiego
Przygoda polskiego - a dokładniej warszawskiego - poety i pieśniarza Antoniego Murackiego z twórczością jego czeskiego kolegi Jaromira Nohavicy to fenomen. Zjawisko warte opisania nie tylko z artystycznego, ale również filologicznego , czy mówiąc ściślej translatorskiego punktu widzenia. To nieodparty dowód na poparcie tezy, że wobec autentycznego poetyckiego zachwytu, nawet początkowa całkowita nieznajomość języka obcego (tu akurat czeskiego) nie jest przeszkodą w , najpierw nieco wspomaganym, np. przez Tomasza Lasockiego, ale potem , bardzo prędko, całkowicie samodzielnym dokonaniu znakomitych tłumaczeń z języka oryginału na polski. Wystarczą JEDYNIE (sic!) talent i determinacja. Niepodważalny fakt, że genialnym dopełnieniem tego zachwytu staje się kolejno grywany w całym naszym kraju cykl koncertów p.t. „Nohavica po polski", a następnie dwa płytowe wydawnictwa (podwójny album CD - audio „Świat wg Nohavicy" i też podwójny, bo CD + DVD zapis koncertu z 2009 roku w Olsztynie Świat wg Nohavicy - live"), jest naturalnie, w opisanych okolicznościach nie do pominięcia, ale nie wydaje się już, w każdym razie nie przesadnie, zaskakujący. Podkreślić trzeba, że przytłaczająca większość tłumaczeń wykorzystanych we wszystkich tych realizacjach, wyszła właśnie spod pióra Antoniego Murackiego.
A zaczęło się tak...Najpierw było odkrycie Jaromira Nohavicy. Rzecz stosunkowo dawna, bo podczas warszawskiego recitalu Czecha w roku 1998. Potem błysk piorunującego wrażenia i imperatyw by koniecznie tłumaczyć. Od zaraz, od już. Choć, oczywistym było, że mimo podobieństwa dwóch słowiańskich języków, rzecz prosta i łatwa nie będzie. W sukurs przyszło jednak muzyczne i filologiczne wykształcenie przyszłego, wtedy jeszcze tylko potencjalnego tłumacza. Zrozumiał, że głównie trzeba pisać tak, żeby przekłady dawały się zaśpiewać bez zmiany warstwy muzycznej. Aby było to możliwe, wersy musiały się kończyć męskimi końcówkami. I, co naturalne, obok warsztatu artystyczno - translatorskiej pracy musiały leżeć dobre słowniki.


 
Antoni Muracki (po prawej) i Paweł Orkisz na wręczeniu ZŁOTEJ PŁYTY za ŚWIAT WG NOHAVICY

Tak to właśnie (ku wielkiemu zdziwieniu bohemistów, i innych filologów zresztą też), jednym z najlepszych tłumaczy, a już na pewno człowiekiem najlepiej je rozumiejącym wielowarstwowe i nawet gwarowo wielobarwne teksty Jaromira Nohavicy, stał się, I TO ZASŁUŻENIE, facet, tak naprawdę także dziś, nie znający języka czeskiego.

Ewa Karbowska

Komentarze

Feahisim | 2011-01-12 18:39

Pobieżnie rozumiem sporo zwrotów czeskich (mieszkam ok. 25 km od granicy), znana mi gwara śląska ułatwia również wyżej wspomniane zrozumienie. Słuchałem Nohavicy w oryginale oraz Jego autorskie tłumaczenia własnych tekstów na język polski i uważam, że najlepiej brzmią jednak po czesku. Przetłumaczona poezja już brzmi inaczej.