Przez całe swoje dorosłe życie, a wiosny na tym świecie oglądam już od pół wieku, mówiłam, mówię i będę zawsze mówić moje stanowcze NIE zarówno propagowaniu tego społecznego zjawiska jak i językowej zbitce „artysta niepełnosprawny". Niejednokrotnie już krzyczałam i pisałam, gdzie się tylko dało, o tym, że, także dlatego że sama jestem człowiekiem niepełnosprawnym, sprzeciwiam się eksponowaniu jakiejkolwiek niepełnosprawności w kontekście uprawiania sztuki. Bycie, i nie bycie, osobą niepełnosprawną nie powinno mieć znaczenia dla jakości działań artystycznych. Człowiek albo jest artystą, albo nim nie jest i kropka...
Niestety zjawisko podkreślania konkretnych, najlepiej widocznych, ułomności artysty przy okazji rozmaitych aktywności w dziedzinie sztuk pięknych, jest w naszym kraju zjawiskiem powszechnym, które powoduje u mnie oburzenie graniczące z niesmakiem. Stwarza bowiem okazję do utrwalania ocen w rodzaju „fantastycznie" i „całkiem nieźle", ale zawsze z dodatkiem „jak na niepełnosprawnego" i zamiast tworzenia rzetelnych, i jednakowych dla wszystkich, kryteriów odbioru sztuki. Pomijam tu naturalnie, bardzo pożądane, ale nie mieszczące się w omawianej kategorii, działania terapeutyczne, w których podejmowanie pewnych aktywności z pogranicza sztuki, jest wprawdzie formą leczenia, ale artyzmem, jako takim, nie jest.

Ponieważ prezentuję właśnie taki, nie obchodzi mnie, że być może dla niektórych kontrowersyjny, pogląd na sprawę, to oczywistym jest, iż tęsknię w życiu za usunięciem przysłowiowych już „schodów", tym razem w ludzkich głowach i autentycznym, tudzież masowym, zaistnieniu fenomenu kultury bez barier, czyli bez dzielenia artystów na „niepełnosprawnych" (niepełnosprawny może być dany człowiek, ale on, jako artysta, ma być pełnosprawny w tym co uprawia w charakterze sztuki!) i pozostałych. Pierwsze jaskółki już są, ale mają niestety charakter incydentalny.

Z tym większą radością witam , na przykład, dofinansowywaną już drugi rok przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, inicjatywę Antoniego Murackiego, zatytułowaną właśnie „Kultura bez barier". W jej ramach odbyły się już liczne koncerty. Wespół ze sprawnymi kolegami grali i śpiewali, że wymienię tylko dwoje z wielu, niewidomy pieśniarz i gitarzysta Roman (właściwie Romuald) Roczeń, czy poruszająca się na wózki inwalidzkim znakomita piosenkarka i pieśniarka Grażyna Łapińska. Ta ostatnia nagrała zresztą, w ramach omawianego projektu swoją ostatnią płytę ELEMENT TŁA. Dodam jeszcze, że zanim zaistniał pomysł „kultury bez barier" grupa Przyjaciół, ruchowo niepełnosprawne Grażyna Łapińska i pisząca te słowa, oraz Elżbieta Wojnowska, Mirosław Czyżykiewicz, Antoni Muracki i Andrzej e-moll Kowalczyk, nagrała coś dla wrażliwców z wyboru, nastrojową płytę „Pejzaż z kobietą"

A wracając jeszcze na moment, szczególnie biorąc pod uwagę to, o czym była mowa powyżej, do Andrzeja e-molla Kowalczyka. Nie sposób pominąć Jego ważkich inicjatyw. Pierwsza z nich to powołanie „Stowarzyszenia Integracji z Artystami Niepełnosprawnymi" (I ZNOWU ARTYSTAMI NIEPEŁNOSPRAWNYMI, ach te język polski!!!) z siedzibą w Mińsku Mazowieckim i stworzenie - tamże - „Domu Muzyki", pomyślanego jako Dom Pracy Twórczej dla artystów. Wszystkich artystów.

Ewa Karbowska