Antoni Muracki

Zaproszenie na koncert LISTA NIEOBECNOŚCI (30 października 2010) , w ramach organizowanego od lat przez Antoniego Murackiego SALONIKU Z KULTURĄ, w warszawskim Białołęckim Ośrodku Kultury przyjęłam z wielką radością. Po pierwsze już rzut oka na listę wykonawców (Ewa Tucholska, Aleksandra Drzewiecka, Antoni Muracki, Wojciech Gęsicki, Mirosław Czyżykiewicz, Marek Bartkowicz, Jakub Muracki i zespół muzyczny w składzie: Marcin Fidos (kontrabas), Piotr Pietrzak (perkusja), Wojciech Polesiak (akordeon), Krzysztof Jaszczak piano, a także, jako gwiazda drugiej części koncertu Grzegorz Turnau) gwarantował, i to nawet średnio obeznanemu słuchaczowi, wieczór fenomenalnych przeżyć.

Aleksandra Drzewiecka

Zarówno tych czysto ludzkich i tych artystycznych. Po wtóre ja dodatkowo wiedziałam czego się spodziewać. Bo bardzo zbliżony skład wykonawców nie po raz pierwszy prezentował, w okolicy Święta Zmarłych, podobne artystyczne przedsięwzięcie. Jeśli, po trzecie, dodać do tego spis nazwisk tych, którzy mieli być poprzez swoje utwory wspominani, to człowiek miał powód by popaść w nie najgorszy nastrój.

Bo to i tacy giganci jak Jeremi Przybora i Grzegorz Wasowski z KABARETU STARSZYCH PANÓW, i wielcy Rosjanie jak Włodzimierz Wysocki, Josip Brodsky. Wreszcie, z pewnością, francuski bard i poeta George Brasens. Nie zabrakło naturalnie i naszych, tj. polskich, największych. Wśród nich nie dało się przeoczyć, a raczej „przeuszyć", piosenek Agnieszki Osieckiej, Jonasza Kofty, Marka Grzechuty, Jacka Kaczmarskiego, czy mniej może znanego, choć prawdziwie zainteresowanym i to nazwisko nie jest obce, Tomasza Opoki.


Wojciech Gęsicki

Ponieważ każdy człowiek ma prawo do subiektywnych osądów, bo cóż prawdziwa sztuka ma wspólnego z obiektywizmem, to ja, w ramach korzystania z tego uprawnienia wyznam najszczerzej, że według mnie, tym razem najwyższą klasą wykonawczą wykazał się Mirek Czyżykiewicz. Jego interpretacja KONI NAROWISTYCH Włodzimierza Wysockiego, czy NIE DOKAZUJ Marka Grechuty wprost zwalały słuchacza z nóg. Oczywiście w jak najbardziej pozytywnym sensie tego określenia. Był w tym nie tylko wielki głos i niepodważalny profesjonalizm, ale też dusza. Tyleż piękna, co wręcz tytaniczna.

Wzruszyłam się również w konfrontacji z wykonaniem przez Antoniego Murackiego utworu Jonasza Kofty RIMBAUD - ANIELE STRÓŻU MÓJ. Widać i słychać było w nim i ogromne emocje, artystyczne i osobiste, jak znakomity warsztat wykonawczy.

Nie sposób było nie dostrzec także Wojtka Gęsickiego. Ogromny facet, z nie mniejszym głosem, trącający subtelnością wybranych tekstów najsubtelniejsze struny ludzkiej duszy. To zawsze robi wrażenie.

Myślę, że nie od rzeczy będzie jeszcze wspomnieć o Aleksandrze Drzewieckiej. Znakomity głos doskonale sprawdzający się zwłaszcza w utworach Agnieszki Osieckiej. Być może młodej Damie o zjawiskowej urodzie brak jeszcze trochę ekspresji scenicznej, ale zważywszy na młody wiek wykonawczyni mam nadzieję, że  znacząca artystyczna przyszłość wciąż przed Nią.

Niczego oczywiście nie ujmuję i pozostałym pieśniarzom. To niewątpliwi zawodowcy. Tyle, że widywałam ich, a szczególnie słyszałam, już i w znacznie lepszej formie. Choć, przynajmniej w odniesieniu do Grzegorza Turnaua, mogę nie mieć racji...

Na koniec dodam jeszcze tylko, że cały koncert był ucztą. Ucztą dla uszu, dla duszy i dla wrażliwości, wyczuwanej w tym samym stopniu na scenie, co na widowni.

Ewa Karbowska