Giełdowa spółka Agora doczekała się pierwszego poważnego kryzysu i poważnego testu w swojej historii. Otóż w spółce, w której przez ponad 22 lata nie było związków zawodowych a zarząd bardzo dbał, aby związki nie powstały - nagle i niespodziewanie ujawnił się komitet założycielski NSZZ Solidarność Agory i TOK FM.
Zatem pracownicy Gazety, mimo że są w korporacji, na skutek utraty zaufania do własnego kierownictwa tworzą i wybierają inną korporację, w którą wierzą, że ich obroni, choć nie bardzo wiadomo, jak by to się miało dokonać. Jakkolwiek powstanie komórki związkowej nie tylko mogło, ale i musiało kiedyś nastąpić, to w tym wypadku okoliczności powstania komitetu założycielskiego były wyjątkowe i dramatyczne. Otóż zarząd Agora SA nie tylko rozpoczął z końcem roku wręczanie wypowiedzeń umów o pracę dosyć licznej grupie dziennikarzy, ale postanowił też zmienić wiele dotychczasowych umów tym dziennikarzom, którzy jeszcze pracę (a właściwie etat, bo korzystanie z tekstów dziennikarzy, którzy odeszli z etatu jest normalną praktyką) zachowali. Zmiana warunków umowy o pracę w takim zakresie musiała osłabić wiarę pracowników w bezpieczeństwo i zachwiać ich poczuciem sprawiedliwości. Oto bowiem dziennikarze i fotoreporterzy mieli w nowych umowach zrzec się bezterminowo prawa do tantiem z wykorzystania swoich tekstów i zdjęć przez Agorę, czyli Gazetę Wyborczą i inne spółki zależne. Być może gdzieś na świecie takie umowy z dziennikarzami są normalną praktyką, ale w Polsce są absolutną nowością. Co więcej, gazety przechodzące nie mniejszy kryzys i spadki nakładów swoich wydań papierowych, np. Rzeczpospolita i Fakt, nie stosują podobnych praktyk określonych przez jednego z dziennikarzy jako wymuszenie. Wydaje się też, że poważnym impulsem do powstania związku zawodowego w Gazecie Wyborczej było natychmiastowe i całkowite pozbycie się 5 -6 fotografów oraz kilku redaktorek z blisko 20. letnim stażem w Gazecie. Jak pisze na Facebooku jedna ze zwolnionych redaktorek udzielając dobrych rad następnym zwalnianym „całkowicie bezprawnie zatrudniono na moje miejsce inną osobę, mimo że moja umowa została wypowiedziana z powodu likwidacji mojego stanowiska”. W tym momencie stało się jasne, że kierownictwo firmy dobiera sobie nowych pracowników w miejsce zwalnianych i że grupowe zwolnienia w Gazecie nie są spowodowane jedynie oszczędnością budżetu, lecz jest to część pewnej wymiany dziennikarzy i redaktorów na takich, którzy lepiej pasują do nowej linii kierownictwa Gazety. Jednocześnie, sądząc z wpisów na Facebooku, kryteria oceny tych, którzy mają zostać i tych, którzy odejdą były nie zawodowe, ale towarzyskie. Tak więc na przykład, ponieważ zarząd Gazety składa się wyłącznie z mężczyzn, jak twierdzono na FB, odchodziły przede wszystkim kobiety. Spowodowało to także na Facebooku publikację sarkastycznego listu Wiktora Dłuskiego, wybitnego intelektualisty zwracającego uwagę na pozbywanie się kobiet z kierownictwa Gazety Wyborczej. Trzeba przyznać, że w trwającym ciągle konflikcie kierownictwa Gazety z częścią redaktorów tworzących ZZ Solidarność Facebook odegrał rolę platformy komunikacji. Jest tam specjalna strona, gdzie związkowcy zamieszczają komunikaty po spotkaniach z zarządem; tu także dziennikarze zwolnieni z Wyborczej, ale również z innych redakcji wpisują tym, którzy jeszcze pracują wyrazy solidarności i otuchy. Oczywiście nie ma tam żadnego komunikatu czy choćby wpisu kogoś z zarządu lub innej osoby przedstawiającej jego stanowisko.

Między Biedronką a TP S.A.

W ostatnich latach bodaj tylko jedna wielka firma naraziła się opinii publicznej jaskrawym łamaniem praw pracowniczych. Była to należąca do Portugalczyków Biedronka. Ujawnione przez prasę (przede wszystkim przez Gazetę Wyborczą) łamanie praw pracowników, nieprzestrzeganie umów o pracę spowodowało groźbę strajku i zainicjowało powstanie związku zawodowego NSZZ Solidarność. Spór z pracownikami szybko załagodzono, ale przypadek Biedronki stał się modelowym przykładem lekceważenia prawa i stanowił ostrzeżenie dla wszystkich innych firm. Na drugim biegunie, jak się wydaje jest TPSA. Spółka ta włożyła wiele starań, aby potężne redukcje zatrudnienia przebiegały w sposób możliwie łagodny dla zwalnianych pracowników.Wynajęto specjalną firmę, która miała pomagać odchodzącym z pracy w znalezieniu nowego zajęcia. Prezes TPSA przeszedł specjalne przeszkolenie w zakresie komunikacji z mediami w tym trudnym dla firmy okresie. Wydaje się zatem, że sposób rozgrywania tego konfliktu przez zarząd Agory sytuuje spółkę  gdzieś pomiędzy Biedronką a TPSA.

Im nie jest wszystko jedno, czyli Agora Holding jako grupa trzymająca władzę

Mimo że wiele gazet na świecie i w Polsce przeżywa kryzys związany ze spadkiem nakładów i przychodów z reklamy, to jednak sytuacja Agory SA i jej sztandarowego produktu, jakim jest Gazeta Wyborcza jest wyjątkowa. Spadek przychodów z reklamy powinien być zastąpiony przychodami z innych źródeł tak, aby uniknąć sytuacji, w której redukcja kosztów i zwolnienia pracowników powodują dalszy spadek przychodów, redukcję kosztów i kolejne zwolnienia. Ale przyjęcie i zrealizowanie takiego planu nie jest proste, jeśli mamy do czynienia z tym samym od niemal 20 lat zarządem spółki i tymi samymi ludźmi, którzy opracowują a potem realizują nową strategię. Nieudana, jak się wydaje, podjęta kilka lat temu próba znalezienia zarządu poza ludźmi z tej samej branży jeszcze bardziej skupiła zarząd wokół Piotra Niemczyckiego, pracownika zespołu gazety od jej najwcześniejszych lat, bo, jak sam to określa „od [czasów] drukowania bibuły”. Agora SA jest wprawdzie spółką giełdową, ale największa pula akcji i tym samym wszystkie ważne decyzje personalne należą do spółki Agora Holding, która tworzą dawni i obecni redaktorzy Gazety bez żadnego doświadczenia biznesowego. Szczególnie, gdy chodzi o zarządzanie spółką giełdową. Poza nieudaną kilka lat temu próbą zatrudnienia na stanowisku prezesa Marka Sowy, Agora ma za sobą także nieudane projekty wydawnicze. Ostatnia inwestycja polegająca na zakupie serwisu i domeny Goldenline potwierdza tylko opinię, że projekty i inwestycje Agory są zbyt ostrożne lub zbyt późne. Osobnym problemem jest zachowywanie przez Adama Michnika oficjalnego stanowiska redaktora naczelnego, podczas gdy faktycznie od wielu lat nie kieruje on już Gazetą na co dzień i nie nadaje tonu jej kampaniom czy przedsięwzięciom. Wszystko to musi wywoływać w akcjonariacie Agory niechęć do zmian i oczekiwanie na jakieś zdarzenie, które odwróci niekorzystne na rynku tendencje spadkowe. Charakterystyczny dla bieżącej sytuacji w spółce jest fakt, że najpoważniejszy bodaj w ostatnich miesiącach spór pomiędzy zarządem, czyli Piotrem Niemczyckim a dziennikarzami rozgorzał nie o strategię, skalę zwolnień czy obniżkę pensji (co byłoby zrozumiałe), ale o używanie przez Komitet Założycielski NSZZ Solidarność Agory znaczka, na którym obok napisu Solidarność dopisane są słowa: „Nie ma wolności bez solidarności”, czyli dawnego logo Gazety odebranego jej przez Lecha Wałęsę w dramatycznych okolicznościach. Obecnie zarząd spółki zabronił używania tego samego znaczka, jako logo nowego związku tłumacząc, że należy on do. Agory. Zatem na tytułowe pytanie: czego boi się zarząd Agory, należy odpowiedzieć, że znaczka, a także otwartej rozmowy z dziennikarzami oraz komunikowania się z obecnymi i dawnymi pracownikami, a nawet - z przyjaciółmi Gazety, którym trzeba by raczej tłumaczyć konieczność zmian i znajdować dla nich poparcie zamiast, jak to się dzieje obecnie, próbować przeczekać obecny kryzys w milczeniu. Przez tę postawę będziemy z niepokojem niemal codziennie zaglądać na odpowiednie strony i profile Facebooku szukając informacji o tym, co się dzieje w Gazecie Wyborczej. My, przyjaciele Gazety, którym, uwierzcie nam Panowie, nie jest wszystko jedno.

Wiktor Ostrowski, były i obecny czytelnik Gazety Wyborczej

Komentarze

prachtan | 2012-01-17 14:15

Uzupełnię artykuł Wiktora o nazwiska niektórych założycieli: redaktorzy Wojciech Orliński z GW i Kuba Janiszewski z TOK FM. Pozostali są z poznańskiego oddziału Gazety. Więcej informacji na money.pl