Banner
LOGOWANIE
login
hasło
  • Chcę się zapisać!
  • Zapomniałem hasła

  • ZAWARTOŚĆ
    Hity numeru
    Ukraina/Украинa
    Białoruś /Беларусь
    Rosja/Россия
    Prawo
    Nauka
    Zdjęcie na okładkę
    Polska
    Polonia
    Świat
    Gospodarka
    Varia
    Raport
    Społeczeństwo
    Komentarz
    Reportaż
    Historia
    Felieton
    Kultura
    Satyra
    Listy
    Sport
    Ogłoszenia
    Poprzednie numery
    Opowiadania i małe formy literackie
    Książki
    Fundacja Wolności Prasy "Kontrateksty"
    Dokumenty "Inicjatywy 33"
    Opisy do galerii zdjęć
    Galerie zdjęć
    Pliki
    Archiwum
    Redakcja
    Kontakt

    BannerBannerBanner
     
    Dzisiaj jest 24 lipca 2014, ostatnia aktualizacja: 22 lipca 2014, 13:16
    WYSZUKIWARKA
    INFORMACJE

    Krzysztof Łoziński :: 10 lipca 2014, 11:37

    Krzysztof Łoziński :: 18 czerwca 2014, 10:43

    Krzysztof Łoziński :: 24 lutego 2014, 20:40

    Krzysztof Łoziński :: 6 lutego 2014, 16:04

    Krzysztof Łoziński :: 11 stycznia 2014, 10:19

    Krzysztof Łoziński :: 14 września 2013, 07:01

    Dyżurny :: 22 lipca 2013, 23:28

    Krzysztof Łoziński :: 26 lutego 2013, 13:57

    Krzysztof Łoziński :: 26 lutego 2013, 13:42

    Krzysztof Łoziński :: 12 grudnia 2012, 08:18


    Banner
    Banner
    Banner
    Banner
    Banner
    Banner
    Banner
     

    Deja vu, czyli Niderlandy pana premiera

    Stary Wiarus :: Polonia :: 9 października 2006, 13:49
    Kto nie uczy się niczego ze swej historii, przeżyje ją ponownie. (George Ruiz Santayana, filozof i emigrant, 1905)
    Jarosław Kaczyński, jako poseł na Sejm RP III kadencji, głosował w czerwcu 2000 roku za przyjęciem fundamentalnie antypolonijnej ustawy o obywatelstwie polskim. Lech Kaczyński, od 12 czerwca 2000 roku minister sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka i prokurator generalny RP, nie wyraził wobec tej ustawy żadnego sprzeciwu.

    Czy Polonię czeka powtórka z historii?

    Dzięki uprzejmości Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, która omyłkowo wzięła mnie za kogoś całkiem innego, zapoznałem się właśnie z pełnym tekstem projektu rządowego proponowanej nowej ustawy o obywatelstwie polskim, wraz z jego oficjalnym uzasadnieniem. Projekt ten premier Kaczyński zachwalał ostatnio Polonii w Chicago, nie wspominając wszakże o jego szczegółowej treści. W Polsce, jak się wydaje, projektu dotąd nie opublikowano. Nie wiem, czy rząd RP nosi się z takim zamiarem.

    Będąc bogatszym od urzędników kancelarii pana premiera o doświadczenie debaty z lat 1999-2002 nad antypolonijnym projektem rządowym ustawy z dn. 29 czerwca 2000 r., odnoszę się do projektu nowej ustawy regulującej kwestie obywatelstwa polskiego jak następuje:

    1. Publiczne oświadczenie pana premiera Kaczyńskiego w Chicago, że proponowana ustawa o obywatelstwie polskim pozwala obywatelom polskim na posiadanie podwójnego lub wielokrotnego obywatelstwa, jest niezgodne z prawdą. Proponowana ustawa żadnego takiego przyzwolenia expressis verbis w żadnym miejscu nie zawiera. Brak w projekcie jakiejkolwiek jednoznacznej klauzuli typu:
    "obywatel polski może posiadać równocześnie z obywatelstwem polskim obywatelstwo innego państwa" albo "obywatel polski może być uważany za obywatela innego państwa; szczegóły określa art. [...] etc.".

    Projekt nowej ustawy w najlepszym wypadku niechętnie i z konieczności toleruje podwójne lub wielokrotne obywatelstwa Polonii, całkowicie identycznie jak to czyni poprzednia, gomułkowska jeszcze, a obowiązująca do dzisiaj w nieznacznie zmodyfikowanej formie, ustawa o obywatelstwie polskim z 1962 roku.

    2. Proponowany artykuł 3 projektu rządowego reguluje prawa i obowiązki posiadacza podwójnego lub wielokrotnego obywatelstwa względem Rzeczypospolitej Polskiej:

    Art. 3:

    1. Obywatel polski posiadający równocześnie obywatelstwo innego państwa ma wobec Rzeczypospolitej Polskiej takie same prawa i obowiązki jak osoba posiadająca wyłącznie obywatelstwo polskie.

    2. Obywatel polski nie może wobec władz Rzeczypospolitej Polskiej powoływać się ze skutkiem prawnym na posiadane równocześnie obywatelstwo innego państwa i na wynikające z niego prawa i obowiązki.

    Artykuł 3, jak i cała reszta projektu, zachowuje grobowe milczenie w kluczowej kwestii akceptacji de iure przez Rzeczpospolitą Polską obiektywnie istniejącego faktu posiadania przez miliony członków polskiej diaspory obywatelstwa innych państw, i skutków prawnych tego stanu rzeczy, które także istnieją obiektywnie, czy się to Warszawie podoba, czy nie. Proponowany artykuł 3 nie stanowi żadnego postępu w tej mierze, ponieważ jest całkowicie równoważny artykułowi 2 dotychczas obowiązującej ustawy z 1962 roku:

    Art. 2:

    Obywatel polski w myśl prawa polskiego nie może być równocześnie uznawany za obywatela innego państwa

    3.Upierając się przy zaprzeczaniu faktowi, że nadawanie przez inne suwerenne państwa swego obywatelstwa obywatelom polskim znajduje się poza kompetencją i jurysdykcją Rzeczypospolitej Polskiej, która nie może temu w żaden sposób zapobiec ani tego procesu w jakikolwiek sposób regulować, proponowana ustawa stwarza za pomocą artykułu 3 stan fikcji prawnej.

    Polska decyduje wyłącznie o tym, kto jest obywatelem polskim. Nie decyduje o tym kiedy, jak, w jaki sposób i na jakich warunkach inne państwo może nadać Polakowi swoje obywatelstwo. Miłościwe "pozwolenie" Warszawy na posiadanie zagranicznych obywatelstw przez Polonię, o jakim mówił premier Kaczyński w Chicago, ma zatem wymiar Niderlandów ofiarowanych Szwedom przez pana Zagłobę - to prezent czyniony Polonii z rzeczy, której Warszawa ani nie posiada, ani jej nie kontroluje. Równie dobrze Sejm mógłby debatować w Warszawie, czy należy obywatelowi RP ustawowo zezwolić na noszenie zegarka otrzymanego w prezencie od królowej brytyjskiej. Ani to polski zegarek, ani do nikogo w Polsce nie należy, ani nikomu w Polsce nic do tego, komu królowa daje według własnego uznania prezenty.

    "Pozwolenie" Rzeczypospolitej na posiadanie podwójnego lub wielokrotnego obywatelstwa sprowadza się w praktyce do wyrzeczenia się karania obywateli polskich za nabycie obywatelstwa innego państwa. Karanie Polaków za naturalizację w innym państwie byłoby całkowicie niewykonalne. Nie tylko byłoby to curiosum w skali światowej, ale w realiach współczesnych stosunków międzynarodowych i polskich zobowiązań wobec Unii Europejskiej wystawiłoby Polskę na międzynarodowe pośmiewisko. Wychodzi zatem na to, że pan premier Kaczyński chciałby otrzymać aplauz i poparcie Polonii zamorskiej w zamian za zaniechanie przez RP rzeczy niemożliwej do wykonania, i ofiarowanie nam przywileju, którym Polska nie rozporządza.

    4. Dokładna równość praw i obowiązków Polaków z kraju i z diaspory postulowana w artykule 3 projektu ustawy jest tyleż populistyczna, co utopijna, a ponadto niezgodna ze stanem faktycznym. Osoba fizyczna posiadająca oprócz obywatelstwa polskiego również obywatelstwo innego państwa (oraz spełniająca warunek stałego zamieszkania poza terytorium RP) ma zestaw praw i obowiązków znacząco odmienny od osoby z obywatelstwem wyłącznie polskim.

    W rozumieniu co najmniej dwóch obowiązujących polskich ustaw: ustawy o powszechnym obowiązku obrony, i ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, obywatel polski, posiadający również obywatelstwo innego państwa i stale zamieszkały poza terytorium RP, nie podlega obowiązkowi służby wojskowej ani polskiemu obowiązkowi podatkowemu.

    Obywatel polski posiadający także obywatelstwo innego państwa ma poważnie ograniczone bierne prawo wyborcze, ograniczone lub wyłączone prawo do zajmowania wielu stanowisk w polskiej administracji państwowej, i inny od obywatela wyłącznie polskiego stale zamieszkałego w Polsce status w polskich przepisach bankowych.

    5. Artykuł 3 stwarza podstawę prawną do ewentualnego przyszłego objęcia Polonii obowiązkiem służby wojskowej w Polsce i/lub polskim obowiązkiem podatkowym, pod pozorem likwidacji sprzeczności pomiędzy wspomnianymi wcześniejszymi ustawami, a nową ustawą o obywatelstwie.

    Opodatkowanie Polonii za miejsce urodzenia, bez potrzeby świadczenia jej czegokolwiek w zamian, to marzenie polskich urzędników jeszcze z lat dwudziestych XX wieku, z którym wyraźnie ciężko im się rozstać.

    Objęcie światowej Polonii obowiązkiem zasadniczej służby wojskowej w Polsce, już raz proponowane w przeszłości przez rząd Jerzego Buzka, byłoby, w razie zmartwychwstania tego (samobójczego budżetowo i militarnie) pomysłu, znakomitym kneblem opinii publicznej, dławiącym polonijne głosy krytyki i sprzyjającym ciszy tak miłej uchu polskich polityków. Propozycja powoływania nieprawomyślnych w kamasze była już co najmniej raz wysuwana w kraju przez rząd PiS.  "Diedowszczina", "fala" i biegi z plecakiem po piachu są zapewne uważane dziś w Polsce za normalne narzędzia walki politycznej. Dziś lekarze, jutro Polonia?

    6. Proponowane postanowienie ust. 2 artykułu 3, w myśl którego obywatel nie może powoływać się przed władzami polskimi na swoje prawa i obowiązki wynikające z posiadania obywatelstwa innego niż polskie, wznosi polską fikcję prawną na poziom nowej jakości absurdu. Ustawa zakłada mianowicie, że siła ducha Rzeczypospolitej w magiczny sposób poszerza jej jurysdykcję poza polską jurysdykcję terytorialną. Polscy urzędnicy zazwyczaj nie są mocni w paradoksach, ale paradoksy, na jakie potencjalnie pozwala proponowany ustęp 2 artykułu 3, są zgoła popisowe:

    - Jeśli obywatel australijski posiadający także obywatelstwo polskie nie może się powoływać przed władzami polskimi na swoje obowiązki wynikające z obywatelstwa australijskiego, to władze państwowe RP teoretycznie mogą w drodze rozporządzenia zakazać Polonii australijskiej głosowania w wyborach do parlamentu australijskiego - głosowanie w wyborach federalnych jest w Australii obowiązkowe, pod karą grzywny.

    - RP teoretycznie może utrzymywać, w tym  przed sądami polskimi, że podwójnemu obywatelowi RP i Australii nie wolno przestrzegać australijskich przepisów o ochronie tajemnicy państwowej, mimo że ciąży na nim, jako obywatelu australijskim, taki obowiązek. W skrajnym przypadku, RP mogłaby twierdzić, że podwójny obywatel jest wręcz zobowiązany, z mocy prawa polskiego, ujawnić Polsce informacje objęte takimi przepisami na każde życzenie polskich organów państwowych lub polskich placówek dyplomatycznych. Sen o polskiej piątej kolumnie, z całego świata przesyłającej meldunki do Warszawy, jest wśród polskich urzędników szczególnie uporczywy.

    - RP może teoretycznie utrzymywać, że lekarz z podwójnym lub wielokrotnym obywatelstwem, stale zamieszkały i pracujący poza Polską, nie może wykonywać poza Polską ani aborcji w zakresie wykraczającym poza zakres dozwolony prawem polskim, ani zabiegów sterylizacji chirurgicznej, w Polsce zakazanej przez kodeks karny, a powszechnie stosowanej gdzie indziej w celu antykoncepcji. W skrajnym przypadku, Rzeczypospolita Polska przyznaje sobie w art. 3 prawo wtrącania się do podwiązania nasieniowodów brazylijskiego pacjenta w amerykańskim szpitalu, ponieważ wykonujący ten zabieg kanadyjski chirurg w Polsce się urodził, do Kanady wyemigrował z rodzicami jako nastolatek, i od urodzenia posiada obywatelstwo polskie.

    - RP może teoretycznie utrzymywać, że prawnik z podwójnym lub wielokrotnym obywatelstwem, stale zamieszkały i pracujący poza Polską, zobowiązany jest podporządkować się wymaganiom nowej polskiej ustawy lustracyjnej i wystąpić o zaświadczenie IPN, jeśli zamierza wykonywać zawód australijskiego czy amerykańskiego notariusza w kraju swego stałego zamieszkania.

    7. Proponowane w projekcie artykuły 42-51, dotyczące postulowanego przez Polonię od lat  radykalnego uproszczenia kwestii utraty obywatelstwa polskiego na własny wniosek, w żadnym stopniu nie gwarantują rozwiązania problemu uniemożliwiania korzystania z prawa do zrzeczenia się obywatelstwa polskiego przy pomocy przeszkód administracyjnych, co ma miejsce obecnie.  Z możliwości pozaprawnego zniechęcania zamieszkałego stale za granicą petenta do zrzeczenia się obywatelstwa polskiego przy pomocy surrealnych utrudnień proceduralnych i wysokich opłat, konsulaty RP korzystają pełną garścią.

    8. Większość Polonii spełnia wprawdzie bez problemu przewidziane w artykule 44 projektowanej ustawy warunki przyjęcia i rozpatrzenia wniosku o zgodę Prezydenta RP na rezygnację z obywatelstwa polskiego, ale jedynie wtedy, jeśli prawdziwość danych wpisywanych do formularza, a dotyczących współmałżonka wnioskodawcy lub małoletnich dzieci objętych wnioskiem, będzie akceptowana przez polskie organy państwa na podstawie wypełnionego i własnoręcznie podpisanego formularza, albo oświadczenia pod przysięgą składanego przez wnioskodawcę przed konsulem RP - bez żądania, by wnioskodawca udowodnił państwu prawdziwość tych danych polskimi dokumentami.

    Obecnie wymagane jest załączanie do wniosku pełnej dokumentacji stanu cywilnego dotyczącej współmałżonka i dzieci wnioskodawcy, z zastrzeżeniem, że jako załączniki przyjmuje się jedynie polskie dokumenty, wydane wyłącznie przez polskie urzędy stanu cywilnego. Wszystkie zagraniczne wyroki rozwodowe podlegają zatwierdzeniu przez polskie sądy, a zatwierdzenie takie ma załatwiać, w Polsce, na własny koszt, wnioskodawca z drugiego końca świata.

    Fantastyczny wprost koszt, zmarnowany czas, komplikacja i frustracja wchodzenia w kontredans z urzędami w Polsce, nawykłymi do traktowania petenta jak przysłowiowej burej suki, przez interesanta z Paragwaju czy Tasmanii, mają obecnie charakter pozaprawnej obstrukcji, w wielu wypadkach udaremniającej złożenie wniosku. Jeśli to się nie zmieni, a rozpasanie polskich urzędników nie zostanie ściśle ograniczone do litery proponowanego artykułu 44, i ani pieczątki więcej, to reforma jest pozorna.

    To samo odnosi się do wymogu posiadania numerów ewidencyjnych PESEL przez osoby pragnące zrzec się obywatelstwa polskiego. Większość emigrantów, którzy opuścili Polskę przed 1985 r. czyli przed zakończeniem akcji wprowadzania systemu PESEL do powszechnego użytku w polskiej administracji państwowej, takich numerów nie posiada.

    Wprowadzenie do krajowego systemu ewidencji ludności PESEL osoby stale zamieszkałej za granicą, która w dodatku wkrótce ma przestać być obywatelem RP, wiąże się z długotrwałą i kosztowną procedurą oraz intensywnym gromadzeniem i przetwarzaniem przez organa RP szczegółowych danych osobowych petenta i jego rodziny, nie mających nic wspólnego z kwestią własnowolnego zrzeczenia się obywatelstwa polskiego. Jeśli Polska będzie się upierać przy wpisywaniu numerów PESEL w formularze przez Polaków z diaspory, którzy tych numerów nie mają i nigdy nie mieli, możliwość obstrukcji jest wręcz nieograniczona.

    9. Utrzymanie w nowej ustawie statusu decyzji Prezydenta RP o wyrażeniu zgody, lub odmowie wyrażenia zgody, na własnowolne zrzeczenie się obywatelstwa polskiego, jako suwerennej, bezapelacyjnej i nie podlegającej zaskarżeniu do żadnego sądu decyzji głowy państwa nadal narusza, tak samo jak dotąd naruszało, art. 15 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, oraz art. 12 Europejskiej Konwencji o Obywatelstwie (ETS 166), której rychłą ratyfikację obiecuje rząd.

    "Article 12 - Right to a review: Each State Party shall ensure that decisions relating to the acquisition, retention, loss, recovery or certification of its nationality be open to an administrative or judicial review in conformity with its internal law."  - (pol.) "Prawo do odwołania: Każde z państw sygnatariuszy zapewni, by decyzje związane z nabyciem, zachowaniem, utratą, przywróceniem lub potwierdzeniem jego obywatelstwa dopuszczały odwołanie od decyzji na drodze administracyjnej lub sądowej, zgodnej z jego prawem wewnętrznym."

    Europejska Konwencja o Obywatelstwie nakazuje w art. 12 podejmowanie decyzji dotyczących utraty obywatelstwa wyłącznie w drodze dopuszczającej apelację sądową lub administracyjną. W oryginalnym tekście angielskim użyto formy bezwzględnego nakazu (słowo "shall", a nie warunkowe "will" lub "may"). Brak możliwości apelacji od decyzji

    Prezydenta RP odmawiającej zgody na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego, oraz istnienie możliwości pozostawienia wniosku bez rozpatrzenia, naruszają konwencję ETS 166, podpisaną przez Polskę w 1999 roku. Tym samym niemożliwa staje się ratyfikacja tej podstawowej konwencji przez Polskę, zapowiedziana przez rząd, ponieważ nie ma możliwości selektywnego wyłączenia z ratyfikacji jednego z głównych praw jednostki zagwarantowanych konwencją.

    10. Regulacja proponowana w artykułach 47 ust.2 i 48 ust.3 nowej ustawy, pozwalająca prezydentowi na wyrażenie zgody na czyjeś zrzeczenie się obywatelstwa polskiego - w każdej chwili, z własnej inicjatywy prezydenta, bez względu na stadium rozpatrywania wniosku obywatela o taką zgodę, i z dowolnie krótkim terminem wejścia decyzji w życie - jest kuriozalna.

    Tworzy się tu dwie klasy petentów: zwykłą, w kolejce, oraz uprzywilejowaną, ze spec-dostępem do ucha prezydenta. Z całkowitym lekceważeniem konstytucyjnej zasady równości obywateli wobec prawa, dopiero co z taka pompą przywoływanej w artykule 3. Obywatele mają równe prawa i obowiązki -  chyba, że prezydent zadecyduje inaczej. Bardzo niebezpieczny precedens.

    Stworzony także zostaje tą drogą potencjał do nadużywania uprawnień decyzyjnych prezydenta przez jego otoczenie. Prezydent może wyrazić zgodę na zrzeczenie obywatelstwa polskiego uznaniowo, na niewiadomej podstawie, bez podania przyczyn, bez zapoznania się z wnioskiem, albo nawet pod nieobecność wniosku, w wyniku manipulacji przez urzędników

    Kancelarii Prezydenta RP, których niejawne działania nie podlegają żadnej formie niezależnej kontroli lub apelacji. Skoro Kancelaria Prezydenta Lecha Kaczyńskiego zademonstrowała praktycznie, że można było przyznać Wojciechowi Jaruzelskiemu medal Sybiraków bez wiedzy prezydenta, to ileż raptem byłoby kłopotu z szybkim pozbawieniem kogoś obywatelstwa polskiego także bez wiedzy prezydenta, a być może nawet bez wiedzy zainteresowanego?

    W skrajnym przypadku powstaje nawet możliwość wywierania tą drogą pozaprawnego nacisku przez organa państwa nalegające na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego przez osobę, która nie ma zamiaru swego obywatelstwa się pozbywać. Ustawa tworzy możliwość obejścia regulacji konstytucyjnej zakazującej pozbawiania obywatelstwa polskiego, poprzez stworzenie alternatywnego mechanizmu utraty obywatelstwa polskiego funkcjonującego de facto z inicjatywy państwa, i niekoniecznie na własną prośbę obywatela.

    A może tu chodzi po prostu o to, że przewiduje się całkowite zatkanie Kancelarii Prezydenta setkami tysięcy wniosków osób pragnących zrzec się obywatelstwa polskiego? Wtedy zrzec się go naprawdę będą mogli jedynie nieliczni uprzywilejowani, z dostępem do prezydenckiego ucha. Cała reszta petentów będzie mogła się zrzec obywatelstwa polskiego tylko w teorii, za wiele lat, bo będzie ustawiana w wieloletniej kolejce. Ileż w końcu takich spraw może dziennie rozpatrzyć prezydent, jeśli ma mieć czas na cokolwiek innego? Nawet jeśli całe to rozpatrzenie sprowadzać by się miało do złożenia podpisu, bez czytania dokumentów? Rzeczpospolita upiera się, że o tych sprawach prezydent musi decydować wyłącznie osobiście. Konstytucyjne uprawnienie Prezydenta RP do wyrażania zgody na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego stanowi osobistą prerogatywę głowy państwa, i nie jest delegowane na nikogo innego.

    W prawie wszystkich innych krajach świata, uprawnienie decyzyjne do przyjęcia rezygnacji obywatela z obywatelstwa jest delegowane w dół, na urzędników średniego szczebla, zaś procedura nie wymaga zawracania głowy osobiście głowie państwa.

    Każde 50 tysięcy wniosków o zgodę na zrzeczenie się obywatelstwa to 137 prezydenckich podpisów dziennie, składanych co trzy i pół minuty przez osiem godzin dziennie, bez przerw na posiłki i wyjście do toalety, 365 dni w roku, bez urlopów, świąt i niedziel.

    Co więcej, projekt przewiduje w art. 45 ust.4 paranoiczne śledztwo z udziałem policji i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, które ma ustalić czy polonijny petent na drugim końcu świata jest godny rozwodu z Rzeczpospolitą Polską, i czy rozwód taki nie zagraża bezpieczeństwu państwa. Ile czasu miałoby zająć ABW sensowne zaopiniowanie 50 tysięcy wniosków o wyrażenie zgody na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego? Jak to zrobić, gdy przygniatająca większość wniosków będzie pochodzić od osób od dziesięcioleci zamieszkałych za granicą i całkowicie nieznanych jakimkolwiek współczesnym polskim organom państwowym?

    Liczba 50 tysięcy wniosków nie jest bynajmniej czysto hipotetyczna. Nawet w obecnym systemie, w którym państwo ze wszystkich sił usiłuje zapobiegać zrzeczeniom poprzez upieranie się przy surrealistycznych załącznikach do wniosków, w rozpatrywaniu, koordynowanym przez Urząd Repatriacji i Cudzoziemców, znajduje się kilkanaście tysięcy wniosków naraz.

    Jeśli obywatelstwa polskiego zechce się zrzec tylko sto tysięcy osób, aparat administracyjny państwa nie podoła własnym bizantyjskim wymaganiom. Pół miliona wniosków stworzyłoby 30-letnią kolejkę teczek do ABW i kancelarii prezydenta. Polska diaspora, zależnie od tego, kto i w jaki sposób ją liczy, ma od 9 do 16 milionów członków. Znaczący procent spośród pół miliona Polaków, którzy wyjechali z Polski do pracy Wielkiej Brytanii i Irlandii myśli poważnie o pozostaniu tam na stałe i przyjęciu miejscowych obywatelstw po upływie wymaganego pięcioletniego pobytu kwalifikacyjnego. W dalszej perspektywie, być może niektórzy z nich będą chcieli zrzec się obywatelstwa polskiego.

    Być może w tym właśnie jest pies pogrzebany, że państwo ma zamiar nominalnie rozluźnić kryteria przyjmowania wniosków o prezydencką zgodę, ale rozpatrywać je tak jak dziś - w ramach modelu administracyjnego, w którym obywatelstwa polskiego wprawdzie wolno się zrzec, ale realizacja tego prawa jest w wielu wypadkach niewykonalna. Jak u dobrego wojaka Szwejka - wolno, ale nie można.

    Obywatel USA może wejść z ulicy do dowolnego konsulatu swego kraju, podpisać w obecności amerykańskiego konsula dwa dokumenty, wysłuchać ustnego pouczenia konsula, że rezygnacja z obywatelstwa amerykańskiegio nie zwalnia go od odpowiedzialności karnej, cywilnej, ani karno-skarbowej przed sądami USA za jakiekolwiek przestępstwa, wykroczenia, długi, podatki, alimenty etc.. Następnie interesant oddaje swój amerykański paszport i wychodzi na ulicę, już bez obywatelstwa USA. Zwięzła instrukcja, jak można się skutecznie zrzec obywatelstwa amerykańskiego, jest wydrukowana w każdym amerykańskim paszporcie. Nikt nie postuluje, aby w tak trywialnej sprawie żądać osobistej decyzji prezydenta i wysyłać wór papierów do Białego Domu. O dziwo, państwo amerykańskie się od tego nie zawaliło, brak też oznak masowych rezygnacji Amerykanów z obywatelstwa USA, choć osób rozczarowanych własnym rządem w Ameryce nie brak.

    11. Proponowana w projekcie rola Prezesa Urzędu Repatriacji i Cudzoziemców (URiC) w rozpatrywaniu i rekomendowaniu wniosków o zgodę Prezydenta RP na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego jednoznacznie sygnalizuje całkowity brak woli politycznej rzeczywistego rozwiązania problemu. Ze wszystkich setek tysięcy urzędników Rzeczypospolitej, prezes URiC, wybitny artysta interpretacji prawa zawsze na korzyść państwa, jest osobą najmniej odpowiednią do załatwiania spraw obywatelskich polskiej diaspory.

    Piotr Stachańczyk, prezes URiC, to były wiceminister spraw wewnętrznych i administracji w AWS-owskim rządzie Jerzego Buzka, mianowany przez ten rząd prezesem nowego urzędu i pozostawiony na stanowisku przez rządy SLD. Stachańczyk był jednym z głównych autorów

    i sponsorów fundamentalnie antypolonijnego projektu rządowego ustawy o obywatelstwie polskim, przyjętego przez Sejm RP dnia 29 czerwca 2000 roku stosunkiem głosów 304:2. Wejściu ustawy w życie i wybuchowi otwartej wojny polsko-polonijnej przytomnie zapobiegł Senat RP i ówczesny Marszalek Sejmu Maciej Płażyński, poprzez przewlekanie rozpatrywania poprawek senackich i sejmowego głosowania nad nimi, aż do upadku rządu AWS. Archiwa Sejmu zawierają imienną listę 304 posłów III kadencji, którzy w czerwcu 2000 roku głosowali za wzięciem Polonii krótko przy pysku, na której znajdują się m. in. Marian Krzaklewski i Jarosław Kaczyński.

    Ustawa z dn. 29 czerwca 2000, bardziej represyjna w wielu aspektach niż obowiązująca ustawa z 1962 roku, przewidywała m.in. karanie Polonii grzywną za okazywanie władzom polskim niepolskich paszportów.

    Jedna z wcześniejszych wersji projektu rządowego, zatwierdzona przez wiceministra Stachańczyka, znosiła zwolnienie podwójnych obywateli stale zamieszkałych za granicą od obowiązku służby wojskowej w Polsce (Artykuł 50 projektu rządowego, Druk Sejmowy III kadencji  nr 1408). Po interwencjach Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Kongresu Polonii

    Kanadyjskiej, artykuł 50 zniknął jak zły sen z projektu ustawy, a wiceminister Stachańczyk z miedzianym czołem publicznie zaprzeczył (pomimo publicznej dostępności pełnego tekstu projektu i uzasadnienia opublikowanego w DS 1408), jakoby zamiar objęcia Polonii obowiązkiem służby wojskowej kiedykolwiek istniał.

    W wyniku osobistej roli obecnego prezesa URiC w przygotowaniu antypolonijnej ustawy o obywatelstwie polskim z 2000 r., oraz kłamliwych oświadczeń składanych przez niego publicznie w Polsce i Kanadzie, Stachańczyk całkowicie utracił wiarygodność i zaufanie

    Polonii zamorskiej w zakresie problemów związanych z obywatelstwem polskim i stosunkami pomiędzy Polonią a krajem. Zaufanie to mogłoby zostać przywrócone albo poprzez umieszczenie tego zakresu problemów w gestii innego urzędu, albo poprzez dokonanie przez premiera odpowiedniej zmiany personalnej na stanowisku Prezesa Urzędu do spraw Repatriacji i Cudzoziemców.

    ***

    Intencją rządu RP było, oczywista, abyśmy się o tym wszystkim przedwcześnie nie dowiedzieli. No i abyśmy nie mogli projektu tej ustawy, fundamentalnie ważnej dla Polonii, skomentować publicznie. Rząd być może już zasięgnął opinii jakichś oswojonych klakierów, gdzieś w ustronnym kącie, a konstruktywnej krytyki nie potrzebuje, bo z definicji wszystko wie lepiej. Po przegłosowaniu ustawy, każdy niezadowolony mógłby wszystkie swoje wątpliwości kierować do przysłowiowego składu węgla. Ponownie serdecznie dziękuję zatem

    Kancelarii Prezesa Rady Ministrów za nieumyślne udostępnienie mi projektu, które pozwoliło mi wyrazić obywatelską troskę i zaniepokojenie w tej sprawie.

    To paradoksalne, ale w tym konkretnym wypadku bezhołowie działa na korzyść demokracji. W państwie działającym jak szwajcarski zegarek, moje oko nigdy nie spoczęłoby w porę na tekście projektu, a ten komentarz nie mógłby powstać.

    Stary Wiarus
    Sydney, Australia

    « powrót

    pokaż w ramce


    projekt i wdrożenie polyester studio