W liczącej około 1300 członków Polskiej Sekcji Amnesty International zachodzą duże zmiany. Status Sekcji uzyskał polski oddział ponad trzy lata temu, pozostaje jednak jednym z mniejszych w ponad półtora milionowym ruchu założonej w 1961 roku przez brytyjskiego prawnika.
 W maju bieżącego roku na Walnym Zgromadzeniu w Lublinie przyjęte zostały uchwały wytyczające kierunki udziału Polskiej Sekcji - obrona „praw reprodukcyjnych i seksualnych". Dużymi krokami zbliża się temat „praw ekonomicznych i kulturowych", oraz „prawa do aborcji". Uczestnicy WZ przeżywają coroczny zjazd jako silne potwierdzenie ich miejsca na czele frontu, który „zmienia świat". Na pytanie o najważniejszą zmianę jaka dokonać się ma na świecie za jej kadencji odpowiada kandydatka do zarządu, że „silny i wszędzie słyszalny" stanie się wizerunek AI. Na Walnym Zgromadzeniu spotkało się 85 osób w wieku studenckim z całej Polski. Taka jest też średnia wieku całej Sekcji. Przeważa liczba kobiet. Roczna rotacja członkostwa wynosi ok. połowy całej liczby członków. Młodzi pełni bezinteresownego zapału ludzie chcą zmieniać świat, czynić go lepszym. Jednak dlaczego odchodzą starzy członkowie?

Bogusław Stanisławski, wieloletni członek, prezes i współzałożyciel opuścił szeregi organizacji po udziale AI w zorganizowanych pod czerwonymi sztandarami przez Inicjatywę http://www.stopwojnie.w.pl/ protestach przeciwko Bushowi, jakie miały miejsce w Warszawie w 2003 roku podczas rozpoczęcia interwencji w Iraku. Stanisławski uzasadnił swoje odejście złamaniem przez AI zasady apolityczności oraz brakiem neutralności światopoglądowej.

Ostatnie z wymienionych zastrzeżeń to, jak można przypuścić, konsekwencja zmian jakie dokonały się w światowym ruchu AI w 2001 roku na konferencji w Dakarze. Przesądzono na niej, że AI zajmować się będzie nie tylko pomocą i wstawiennictwem za prześladowanymi politycznie „więźniami sumienia", lecz obejmie działalnością całe „spektrum" Praw Człowieka, jakie zapisane jest w przyjętej przez ONZ w 1948 roku Powszechnej Deklaracji tych praw. AI zyskała w Polsce opinię lewackiej także po obecności transparentów tej organizacji na Marszu Równości, Manifie i podobnych demonstracjach. W okresie tym mający w Londynie siedzibę Międzynarodowy Komitet Wykonawczy AI zainicjował rezygnację z dotychczasowej zasady, według której narodowe sekcje AI nie podejmują żadnych działań we własnym kraju.

W stosunku do środowiska AI zdystansował się w 2003 roku prowadzący obecnie „Kontrateksty" Krzysztof Łoziński, którego standardowa publikacja na temat Chin do dziś zawala regały w siedzibie stowarzyszenia. Także jego krytyka odnosi się do złamania zasady apolityczności, oraz nieuzasadnionego antyamerykanizmu. Czyżby jego opis lewicującej młodzieży w Polsce zaczął odnosić się także do AI (patrz artykuł „Zagubione dzieci" w archiwum „Kontratekstów)? Wielu odeszło, wielu nie podjęło w ogóle wyzwania. Dlaczego?

Polska Sekcja mówi co prawda otwarcie o nadmiernie dużej rotacji członkostwa, od dwóch lat domaga się w swoich celach nawet większego zróżnicowania wiekowego. „Nie zauważa" jednak tych faktów jako przesłanki do wyciągnięcia wniosków lub motywu do właściwych działań. Przytłaczającej większości członków nie przeszkadza fakt, że trudno jest „zmieniać świat" będąc niezauważonym przez pisarzy lub polityków, których w Polskiej Sekcji brak, lub walczyć o prawa będąc prawie ignorowanym przez poważniejszych prawników.

Dlaczego w Polsce z jej żywymi doświadczeniami sensu Praw Człowieka, ze spontanicznym poparciem dla reform w krajach byłego Związku Sowieckiego, oraz wrażliwością na prześladowania, jakie nadal mają miejsce w Czeczenii, na Białorusi i wielu innych krajach AI może liczyć tylko na poparcie niewielu studentów, którzy po roku i tak odchodzą?

Przesunięcia punktu ciężkości, jakie dokonały się w ruchu międzynarodowym AI za kadencji obecnej przewodniczącej, byłej pracowniczki ONZ, Irene Khan spowodowały, że Polska Sekcja nie może zająć się w odpowiadający wiedzy polskiego społeczeństwa sposób prześladowanymi na Białorusi. Do rejestracji prześladowań na terenie byłego ZSRR mieszczący się w Londynie Międzynarodowy Komitet Wykonawczy AI nie skierował (w ocenie autora) wystarczających środków, a bez wiedzy o konkretnych przypadkach prześladowań z trzech niezależnych źródeł nie można podjąć żadnych działań. W tym miejscu dawne wymagające standardy powodują przy nieumiejętnym zarządzaniu, że łamie się cała struktura. W jaki sposób do tego dochodzi?

Przyczyny są dwie:

1. Silniejsze zachodnie sekcje narodowe AI są bardziej zainteresowane więźniami w Guantanamo niż zbrodniami w Czeczenii, bo problemy Świata Zachodniego bardziej odpowiadają ich wizji polityki. Widać to np. na punktach ciężkości, jakie pojawiły się w Raporcie Rocznym 2006 AI. Przed wymienionymi na czwartym miejscu 2,2 milionami uciekinierów i ponad ćwierć miliona zabitymi wymienia on na drugim miejscu 1000 tajnych lotów, przy pomocy których CIA przewozi być może swoich więźniów, oraz przypuszczalnych 100 osób przekazanych niezgodnie z prawem do innych państw - w domyśle na niedozwolone metody przesłuchań.

2. Polska Sekcja wobec przysłowiowej już ignorancji anglojęzycznego kręgu kulturowego w stosunku do problemów Wschodniej Europy lub Rosji stoi bezbronna. Brak jest środków, lecz przede wszystkim dojrzałych członków, którzy zaprezentowaliby polski punkt widzenia, według którego Rosja lub Chiny mniej kojarzyłyby się z Bondem, a bardziej z największymi nie osądzonymi jeszcze zbrodniami naszych czasów.

Jak uwidacznia się ten problem w funkcjonowaniu Polskiej Sekcji?

Głosem Walnego Zgromadzenia posiadającej jednak pewną niezależność Polskiej Sekcji odrzucano przeważającą liczbą głosów uchwałę, która zwracała się w sprawie zbalansowania rozkładu środków do Międzynarodowego Komitetu Wykonawczego. Dlaczego? Argument według którego zwracanie się do centrali o inny podział środków jest nie fair! Bo przecież wiadomo, że nikt nie ma ich zbyt wiele. Posłużył on komisji ds. wniosków pod przewodnictwem Małgorzaty Wasilewskiej do wydania negatywnej oceny co do samego wniosku. Następnie został on przegłosowany!

Jak przedstawia się praktycznie rozkład środków jakimi dysponuje Polska Sekcja?

AI przeznaczyła w 2005 roku ze swojego prawie milionowego budżetu ok. 70 % na wydatki operacyjne oraz szkolenia. Należą do nich świadczenia pracownicze (ok. 1/4 całego budżetu), druk materiałów, tłumaczenia, i treningi [z których główna część (niecałe 100 000 zł) to REAP/HRE czyli samopowielający się projekt kształceniowy jak przeciwdziałać nietolerancji, dyskryminacji oraz agresji, podróże, audyt (prawie 170 000 zł), prowadzenie biura (96 000 zł), koszty bankowe, inne opłaty (ok. 60 000 zł), wewnętrzna demokracja i zarządzanie (17 000 zł).

Reszta ok. 30 % budżetu to wydatki na kampanie: „praw kobiet" (76 000 zł), przeciw zbrojeniom (27 000 zł), media (15 000 zł?) i inne których nie udało się z przedstawionego budżetu dokładniej zidentyfikować. Na tradycyjną działalność jaką było pisanie listów w sprawie więźniów sumienia, tzw. „Pilne Akcje" przeznaczono w zeszłym roku 2000 zł, a na popularne niegdyś w Polsce akcje dotyczące łamania Praw Człowieka w Rosji i na Białorusi, w Afryce, Chinach i Turcji, czyli na jeszcze istniejące choć już prawie nie działające zespoły planowano przed rokiem odpowiednio 300, 500, 1000 i 2000 zł. W przedstawionym Walnemu Zgromadzeniu planie budżetu na rok 2006 pozycje te nie zostały już w ogóle osobno wyszczególnione, choć należy przyznać, że akcja plakatowa w związku z wyborami na Białorusi plan 2000 zł najprawdopodobniej przekroczyła.

Dobrze działa w Polskiej Sekcji zbiórka funduszy. Jednak z 250 000 zł zebranych datków 64 % (160 000 zł) kierowana jest z powrotem na koszta zdobywania dalszych funduszy. (źródło: dane podane Walnemu Zgromadzeniu 2006).

Problem polega jednak nie tyle na braku pieniędzy dla prześladowanych więźniów sumienia, bo połknęła je administracja, lecz na tym, że prawie nikt z członków na standardowe cele żadnych pieniędzy nie zażądał. Dawni działacze na rzecz więźniów sumienia odeszli z AI. Niektórzy aktywni członkowie zbierają tylko podpisy pod listami w sprawie konkretnych osób. Wyjątek stanowi tu Witold Hebanowski ze swoim organizowanym co rok „Maratonem" pisania listów w sprawie indywidualnych prześladowanych - akcja do której przyłącza się coraz więcej innych krajów.

Etyczne w swojej treści pytanie o niemożność działania, o sens pracy przy braku efektów zadają sobie natomiast członkowie Zespołu ds. Chin. Brak jest środków i brak woli organizacji do rzetelnego zbadania sytuacji w Tybecie, gdzie od lat rozgrywa się rzeczywista tragedia.
Dokąd kierowane są siły AI?

Istotną pozycję w kampanii na rzecz „Praw Kobiet" w jakiej uczestniczyła Sekcja Polska w 2005 roku stanowiło zlecone badania na temat przemocy domowej wobec kobiet w Polsce. Wynik tej pracy nie został na Walnym Zgromadzeniu przedstawiony.

Na Walnym Zjeździe nie było natomiast w ogóle dyskutowane pytanie, czy środki zebrane przy zasłudze plakatów z prześladowanymi (np. na Białorusi) mogą w zgodny z etyką sposób finansować akcje w sprawie „praw kobiet" w Polsce, przez co już niedługo rozumiane będzie także poparcie „prawa do aborcji". Możliwość utraty statusu organizacji pożytku publicznego zdaje się nikogo nie przerażać. MSWiA nadawało ją do tej pory rok rocznie.

Motywem, który zadecydował o kontynuacji obranej drogi jest jak zwykle ludzkie nieszczęście. Rzeczywiście dopiero niedawno świat ujrzał dokładniej krzywdę jaka spotyka kobiety w społeczeństwach z fanatycznie uzasadnianą ich rolą jako poddanej mężczyzny, tysiące rytualnych okaleczeń, gwałt jako metoda sprawowania władzy, krzywdę gejów, lub tragiczne skutki handlu bronią do miejsc z konfliktami zbrojnymi. Czy szacowana liczba od 3400 do 8000 egzekucji rocznie w Chinach (ponad 10 tysięcy rocznie według władz ChRL - przypisek red.) niknie w tym tle ? Ile jest ich na prawdę nikt przecież nawet nie wie!

Słusznie zauważa AI, że nieszczęścia te mają punkty styczne. Nierozerwalność Praw Człowiek oznacza jednak dla AI przesunięcie punktu ciężkości z pomocy konkretnym ludziom na bardziej całościowe spojrzenie, które w wykonaniu oznacza akcje propagandowe. W tej dziedzinie brak jest jednak porównań podobnie jak nie da się powiedzieć, które prawo jest ważniejsze.

Każde z nich odebrane zobowiązuje do zajęcia stanowiska. AI przeprowadzała w swoich szeregach niedawno zapytanie, czy ruch światowy AI powinien zajmować stanowisko w sprawie konfliktów zbrojnych. Motywem jest troska o losy ludzi uwikłanych w wojny (szczególnie w wojnę w Iraku) - powie ktoś. Ktoś inny zauważy jednak jak tania jest ta troska i stwierdzi nie bez przyczyny, że rzeczywistym motywem jest niekompetencja i brak wiedzy o efektywności, urojone wizje naprawy świata, które zaspokajają w pierwszym rzędzie nasze własne potrzeby emocjonalne.

Efekt rzeczywistego współczucia jest tak silny, że AI zwracając się do celów jej najbliższych głośno woła o karze śmierci w USA (59 przypadków rocznie), poświęca poważną część swoich środków na prowadzenie edukacji „praw człowieka osób LGBT" (lesbian, gay, bisexual, transsexual), przeznacza pokaźny procent na kampanię przeciwko przemocy wobec kobiet. Cóż innego kryje się za takim rozkładem sił jak nie skromność pomocy choć
odrobinę we własnym otoczeniu?

Ze środków otrzymanych z innych sekcji Polska AI zleciła studium nad przemocą domową wobec kobiet w Polsce, udziela się w ramach działań anty dyskryminacyjnych w Manifie i Pardzie Równości. Dlaczego głos jednego z jej własnych „dyskryminowanych" zgodnie z którym w Polsce „prawa gejów" raczej nie są specjalnie naruszane pozostaje niezauważony? Ponieważ silniejsza jest potrzeba członków AI pomocy innym niż jej sens.

Silniejsze niż zrozumienie prawa, jest zło wyrządzane gejom przez rodzimych fanatyków rzucających jajkami na zakazanej przez prezydenta Kaczyńskiego paradzie.

W podobny sposób popierana przez AI szlachetna w swojej głębi rezygnacja z kary śmierci realizowana jest po prostu jako antyamerykanizm.

AI aż trąbi o homofobicznych zachowaniach, o wstecznictwie katolickiej prawicy (Radio Maryja). Taki jest też horyzont jej działań. Czyż można oczekiwać, że zasklepiając się na działaniach w Polsce AI nie utworzy dobranej pary z ministrem Giertychem sprowadzając poziom debaty do bruku?

Rzeczywiście inspirowane być może Paradą Równości, lub innymi kontrowersjami polskiej polityki wewnętrznej środowisko polskiej AI rozwinęło szczególne fobie w stosunku do Kościoła Katolickiego. Za czasów prezesury Stanisławskiego podejmowane były próby wspólnych działań, jednak teraz doktryna katolicka postrzegana jest jako samo źródło zła (homofobii), czyli jednego z zasadniczych tematów AI (dyskryminacja). Młodzi ludzie nie dostrzegają jak niewiele odbiegli pojęciowo od swoich adwersarzy z Radia Maryja.

Rzeczywiście istnieje pewne podobieństwo niezrozumienia w AI prawa, ze spowodowaną brakiem rzetelnych dowodów na istnienie duchów luką pojęciową Kościoła Katolickiego.

Dlaczego tak się dzieje? - Ponieważ poruszając się jedynie w sferze haseł wraz z chęcią czynienia dobra, jednak bez rzetelnej wiedzy o świecie zawsze odnajdziemy się w efekcie w podobnym miejscu, opisywanym często słowem ideologia.

W efekcie AI oficjalnie potępia stosowanie wobec wybranej przed rokiem Przewodniczącej Zrządu słowa „prezes" wprowadzając nowe słowo „prezeska", zaczyna cenzurować wewnętrzną listę dyskusyjną pozbawiając dostępu do niej członków o konserwatywnym spojrzeniu na homoseksualizm, z obawy przed „homofobicznymi wypowiedziami" udaremnia rozpowszechnienie forum internetowego wbrew pochodzącej z zewnętrznego studium wiedzy o niedoborze komunikacji wewnątrz Sekcji.

Jakże łatwiej ująć pozytywne działanie na rzecz innych niż przy pomocy walki o ich prawa (w kościele katolickim o miłość)? Niezauważony zostaje przy tym fakt, że niektóre z tych praw w ogóle nie istnieją, a przedstawione definicje pozostają wręcz bełkotem prawnym!
AI wspomagana ruchem międzynarodowym tworzy własną terminologię: „prawa człowieka osób LGBT", „prawa seksualne". Jeszcze do niedawna używane były te pojęcia podobnie jak pojęcia „prawa kobiet" wyłącznie jako skróty myślowe. Dla zebranych na majowym Walnym Zgromadzeniu członków stały się one jednak definicjami ich wizji działań, realnymi prawami.
Czy zgromadzeni członkowie nie zauważają rozdźwięku tych pojęć z sensem prawa, który zasadza się przecież na jego uniwersalizmie, niezależności od płci lub przekonań, na jego potencji do łączenia ludzi?

Kto forsuje w AI opisane wyżej neurotyczne rozumienie prawa?

Bardziej niż nazwiska istotny jest fakt, że organizacja skupiająca wielu wspaniałych ludzi pozostała wobec tych działań bezbronna.

W swoich wypowiedziach przedwyborczych nowi członkowie wybranego w maju 2006 zarządu nie potrafią podać ani brzmienia tych praw, ani kodeksu, gdzie zostały one zapisane. Podobnie ma się rzecz z „prawami ekonomicznymi", które AI zamierza w najbliższej przyszłości włączyć w sferę swoich kompetencji.

Jak wygląda dokładniej mechanizm prowadzący do tej masowej psychozy „Praw Człowieka" wbrew wiedzy o rzeczywiście prześladowanych i torturowanych, którymi się AI przecież do niedawna zajmowała?

Wystarczą trzy składniki: urojenia wizjonersko-posłannicze, odpowiedzialność ponosi kolektyw, oraz kilka własnych fobii ażeby sama z siebie utworzyła się atmosfera masowej psychozy. W następstwie kolektyw zacznie identyfikować niespójności poznawcze jako zagrożenia dla własnego posłania. Słowa (np. „prawo") odrywane są od ich sensu, a powstałą dziurę łatać trzeba będzie siłą posłania, lub zagrożeniem z zewnątrz. Silniejsi mają dość, odchodzą, jednak bez pełnej świadomości mechanizmu, który ich z ruchu wyrzucił. Ich irytacja nie daje organizacji żadnego pożytku. Następuje negatywna selekcja członków. Mechanizm się zaciska. Rzeczywiście Polska Sekcja miała od lat negatywną selekcję członków - odchodzili najaktywniejsi, którzy na pewnym etapie nie potrafili zaakceptować któregoś z bezsensów. Z członkami jak Janek Gebert, Rafał Szczerba, Michał Stela i wielu innymi których odejście pozostało niezauważone można stworzyć wspaniałą i silną organizację. Jednak - o ironio - musieli odejść, żeby byli do tego zdolni.

Konsekwencje są następujące: Walne Zgromadzenie odrzuca projekty uchwał proponujące powrót do niedawnej jeszcze pomocy prześladowanym, za którą AI dostała w 1977 roku Nagrodę Nobla, zachowania apolityczności oraz rezygnacji z własnych interpretacji, przegłosowuje strategię na najbliższe lata edytowaną ad hoc wspólnie na sali obrad! Jako kierunek działań przyjęta zostaje walka o prawa seksualne i reprodukcyjne (tzw.SRR). Oto ich wewnętrzne zapisy:

Prawa seksualne obejmują:
Wolność wyboru dotyczącego nie/aktywności seksualnej;
Wolność do odbycia stosunku za przyzwoleniem drugiej strony;
Wolność do odbycia stosunku, którego celem nie jest zajście w ciążę.

Prawa reprodukcyjne to:
"Stan pełnego dobrostanu w aspekcie fizycznym, psychicznym i społecznym, a nie wyłącznie brak choroby lub niedomagań, we wszystkich sprawach związanych z układem rozrodczym oraz jego funkcjami i procesami."

Punktem kulminacyjnym jest przyjęcie uchwały o kierunku działań na rzecz „prawa do aborcji".

Nikt nie widzi, że to tu dokonuje się rozstrzygnięcie o 50-cio, lub więcej procentowej rotacji, o braku starszych członków, o niedoborze komunikacji wewnętrznej, o rzekomym braku inspiracji do działań, na jaki uskarżają się lokalne grupy. Wyjście z tego zaczarowanego horyzontu wymaga wiedzy i odwagi oraz pozbycia się fobii i ideologii. Tych składników jednak wewnątrz AI brak.

Co przesądza o tym, że sytuacja zasługuje na miano społecznej psychozy? Oczywiście nie fakt przyjęcia bezsensownych, jednak szlachetnych w swojej intencji postulatów, lub taki czy inny obrany polityczny kierunek. Psychozą nazwać można kolektywne urojenie o „zmienianiu świata" nie pozwalające dostrzec, że podane definicje to nie posiadający żadnej efektywności zlepek życzeń, a nie zapisane w kodeksie prawo. Psychoza to degradacja wielkiej organizacji o jasnym przesłaniu do grupki nieszkodliwych fanatyków ulicznych odbierana jako „budowanie przyszłości świata", to ambicje tej grupki do nauczania polskiego społeczeństwa co znaczą prawa.

Członkowie polskiej Sekcji AI z pewnością zasługują na pomoc z zewnątrz: są bezinteresowni, wrażliwi na cierpienie innych, inteligentni, wkładają swój zapał. Bez tej pomocy, w szczególności bez współpracy starszych pokoleń zasklepią się w fanatyzmie. Czy należało oczekiwać, że sami studenci stworzą organizację dotykającą rzeczywistych napięć tego świata, który ze słów i haseł drwi? Czy nie zabrakło ludzi, którzy w Polsce Prawa Człowieka doświadczyli „na własnej skórze"? Gdzie był ich głos?

Są to pytania o to, czy w Polsce z jej doświadczeniami i historią może działać autentyczne lobby broniące prześladowanych w innych krajach.

(Autor przygotowywał jako członek 6-cio osobowego zespołu strategię Sekcji Polskiej na lata 2006-2010, oraz wystąpił ze stowarzyszenia po upadku programu reform. Komentarze do artykułu proszę kierować na adres http://ai.evot.org)

Zbigniew Lisiecki

Komentarze

erjan | 2006-06-11 08:42

Pewnie pomyślicie, że to paranoja. Może i tak, ale jak jakaś organizacja zajmuje się więźniami w Guantanamo (skądinąd - skandal) a nie puszcza pary z gęby w kwestii ludobójstwa w Czeczenii, to ja widzę w tym rękę służb rosyjskich.

fryzjer | 2006-06-12 11:50

nieztety Pan Lisiecki myli sie i wprowadza opinie publiczna w blad. Rozumie jego rozgoryczenie tym, ze AI ma inna wizje swiata niz On. W takim razie dobrze zrobil wystepujac z organizacji. Mysle ze znajdzie sobie miejsce w jakiejs mile prawicowej partii.

pemba | 2006-06-12 12:31

Pan Lisiecki niestety ma rację. Moje własne obserwacje potwierdzają to, co napisał. AI coraz mniej zajmuje się prawami człowieka a coraz bardziej walką o prawa gejów i zwalczaiem Stanów Zjednoczonych i demokracji. Myślę jednak, że nie ma to nic wspólnego z taką czy inną "wizją świata". Problem polega na tym, że z AI usunieto już niemal wszystkich dorosłych ludzi. Zostali tylko młodzi i bardzo młodzi a oni po prostu mają bardzo małą wiedzę o świecie, gorzej, często mają wiedzę fałszywą. Nie jest to ich wina, po prostu są młodzi. Smutne tylko, że obecnie wiekszość z nich nie chce rzetelnej wiedzy o świecie poznać i ulega wizjom takich szarlatanów jak Noam Chomsky czy Naomi Klain. AI bardzo dużo zajmuje się Irakiem, bo tam można dokopać USA a niemal zupełnie przeoczyła wojnę domową w Kongu, w której zginęły 4 miliony ludzi, bo tam nie można było dokopać USA. Ciekawe, czy młodzi ludzie ...

pemba | 2006-06-12 12:33

... czy młodzi ludzie z AI zdają sobe sprawę z tego, że antyamerykanizm, który uprawiają jest typowym rasizmem?

zlisiecki | 2006-06-19 07:35

Dodam tylko jeszcze informację o podobnie napawającym artykule Piotra Semki w Gazecie Polskiej nr 24 z 14.06.2006 http://www.gazetapolska.pl/?module=content&lead_id=1203 według którego z członkostwa w AI wycofali się dwaj znani w Wielkiej Brytanii biskupi.