Krążące po Internecie zdjęcie sugerujące, że leitnant Władimir Putin z Waffen SS RONA jest dziadkiem Władimira Putina prezydenta Rosji. Zdjęcie wykonali żołnierze SS RONA w czasie Powstania Warszawskiego.
Wszyscy pamiętamy słynne kłamstwo Jacka Kurskiego o tym, że ponoć dziadek Donalda Tuska wstąpił na ochotnika do Wehrmachtu. Po wyjaśnieniu sprawy okazało się, że dziadek Tuska był więźniem Stuthoffu a pod koniec wojny został, jak wielu Polaków na terenach włączonych do Rzeszy Niemieckiej (na Śląsku i Pomorzu), siłą wcielony do niemieckiego wojska, skąd natychmiast zdezerterował do Wojska Polskiego we Francji. Obecnie dla odmiany w Waffen SS „odnalazł się" ojciec (w innej wersji dziadek) Władimira Putina.
Od pewnego czasu krąży po Internecie informacja, że widoczny na zdjęciu, wykonanym w czasie tłumienia Powstania Warszawskiego, oficer Waffen SS, Putin, jest przodkiem Władimira Putina. Zdjęcie i jego taki właśnie opis, wyszło ze źródeł niemieckich i jest coraz bardziej ochoczo rozpowszechniane przez naszych rodaków. Wiadomo, Polacy Putina nie lubią i Waffen SS także. To jednak stanowczo za mało, by takie informacje rozpowszechniać.

Władimir Putin, młody porucznik SS RONA (Ruskaja Oswobażdiennaja Narodnaja Armia), brygady SS dowodzonej przez Bronisława Kamińskiego (syna Polaka i Niemki) został sfotografowany w Warszawie w czasie gdy SS RONA dokonywała masakry Ochoty w ramach tłumienia Powstania Warszawskiego (oddziały te powstańcy błędnie nazywali „Ukraińcami", choć składały się one z Rosjan). Leitnant Putin jest rzeczywiście (przynajmniej na zdjęciu) fizycznie podobny do Władimira Putina. Według jednej wersji miałby on być jego ojcem, według drugiej dziadkiem.

Sęk w tym, że to się kupy nie trzyma. Władimir Putin urodził się w 1952 roku (ma obecnie 55 lat). Ojciec więc odpada, bo według źródeł niemieckich leitnant Putin poległ w 1944 roku. A może dziadek? I znowu pudło. Leitnant Putin w czasie Powstania Warszawskiego miał nie więcej niż 25 lat. Syna mógł mieć najwcześniej (teoretycznie) w 1939 roku. Ten syn w 1952 roku miałby dopiero 13 lat. Wątpliwe, by w tym wieku został ojcem obecnego prezydenta Rosji.

Tak więc, cała historia zakrawa na lipę.

Przy okazji warto wspomnieć o pewnych nieznanych kartach SS RONA. Brygada Kamińskiego powstała na bazie rosyjskiego oddziału samoobrony zagospodarowanego przez Niemców. Nie byli to więc dezerterzy z Armii Czerwonej, jak fama głosi. Nie byli to też Ukraińcy, jak ich nazywali powstańcy. Kamiński założył oddział do obrony przed partyzantką komunistyczną, która zgodnie z rozkazem Stalina, miała atakować oddziały niemieckie w taki sposób, by ściągnąć na rosyjską ludność cywilną jak największe represje i w ten sposób zmobilizować ją do walki z Niemcami. Z tego oddziału Niemcy uczynili najpierw pułk a później brygadę Waffen SS (Waffen SS/Kaminski brigade), która sama przyjęła nazwę RONA (pisane cyrulicą POHA). Brygada uzbrojona w broń głównie rosyjską i tylko częściowo i niejednolicie umundurowana, była najpierw szkolona na Węgrzech a później jej część (jeden pułk) został rzucony do walki w Warszawie. W walkach tych brał także udział dowódca brygady Bronisław Kamiński. SS RONA wsławiła się niesamowitym okrucieństwem i rzeziami ludności cywilnej na Ochocie, ale była bardzo źle wyszkolona i ponosiła w walkach ogromne straty. Już w pierwszych dniach walk powstańcy zabili ponad 500 żołnierzy Kamińskiego. Z powodu wysokich strat i małej przydatności bojowej, brygada Kamińskiego została przerzucona do Puszczy Kampinoskiej, gdzie została praktycznie rozbita przez oddziały leśne AK. Druzgocącą klęskę SS RONA poniosła w bitwie o Truskaw (pod Warszawą). Niedobitki brygady dopuszczały się jeszcze wielu okrucieństw i rabunków w Warszawie, ale los brygady był już przesądzony. Dalsza jej historia, a raczej tego, co z niej jeszcze zostało, to ciągły odwrót. Z brygady Kamińskiego prawie nikt nie przeżył wojny, a z tych, co przeżyli większość trafiła na Kołymę, a tam szanse przeżycia też były bliskie zera. Płakać po tych potwornych zbrodniarzach raczej nie będziemy.

Sam Bronislaw Kamiński został rozstrzelany przez Niemców w Łodzi na tydzień przed klęską jego brygady pod Truskawiem. Do dziś nie wiadomo dlaczego.

A może leitnant Putin przeżył wojnę? Bardzo to mało prawdopodobne. Prawdopodobnie poległ już w 1944 roku, ale poszukiwacze dziadków w Wehrmachcie zapewne nie ustaną w dziwnych teoriach i dziadek Putin pewnie nam się jeszcze objawi niczym swego czasu księżniczka Anastazja.

Krzysztof Łoziński