Bezczelność podpisywania się przez SLD pod postulatami Sierpnia 80 przechodzi ludzkie pojęcie. Partia kryminlano-biznesowa, przechowalnia dla Jerzego Jaskierni, Tadeusza Iwińskiego, Stanisława Cioska, Józefa Oleksego, Leszka Millera, Mieczysława Rakowskiego, Longina Pastusiaka i wielu, wielu innych przedstawicieli najgorszego PZPR-owskiego betonu podpisuje się pod „Solidarnością”, przeciwko której ci sami ludzie wysyłali ZOMO, SB, dyspozycyjnych sędziów. Tłumaczenie Janusza Olejniczaka, że wówczas miał 6 lat, nie upoważnia go do kradzieży cudzej legendy.



To zresztą ostatnio zaczyna być modne. W ostatnich latach dorobiliśmy się już paru bardzo dziwnych weteranów oporu. Wspomnę tylko dwóch:<?xml:namespace prefix = o ns = "urn:schemas-microsoft-com:office:office" />



1. Michał Jagiełło, były sekretarz PZPR w Zakopanem, w 1968 roku świadek oskarżenia w procesie „taterników”, następnie naczelnik Grupy Tatrzańskiej GOPR z nadania PZPR, w latach 1980-81 (za pierwszej „Solidarności”) kierownik Wydziału Kultury KC PZPR. A jakie ma Michał Jagiełło zasługi dla opozycji? W 1981 roku wypisał się z partii. I tu koniec zasług, bo wcale nie zaczął przeciw tej partii działać, nie zszedł do podziemia, nie bił się z ZOMO. Jak mi powiedział, „pisywał w pisemku Ojców Jezuitów” wydawanym legalnie i przechodzącym kontrolę cenzury. W porównaniu z ludźmi, którzy latami działali w konspiracji, nieco mało. Ale po przełomie Michał Jagiełło zasłynął jako bohater oporu. W nagrodę został zaraz wiceministrem kultury. Obecnie jest dyrektorem Biblioteki Narodowej. Gdy Michał Jagiełło zostawał wiceministrem kultury, powiedziałem publicznie, że odkąd pamiętam, a znam Michała dobre 30 lat z okładem, to Michał zawsze siedział we władzach a ja w wiezieniu. Może jest pewien postęp. Ja już nie siedzę w wiezieniu. Jestem tylko bezrobotnym bez prawa do zasiłku, nie mam prawa do żadnej emerytury, bo zamiast „wysługi lat pracy” mam wysługę lat więzienia, karnego poboru do wojska (1968-1971), przymusowego bezrobocia. No cóż, są ludzie do odsiadki i ludzie na posadki.



2. Kapitan MO Jacek Jaworski. Absolwent Wyższej Szkoły Oficerów Milicji w Szczytnie. Jeden z twórców Oddziałów Specjalnych Milicji przeznaczonych do walki z opozycją polityczną za pomocą zabójstw, porwań, pobić i prowokacji. Najbardziej znane dokonania tych oddziałów to pobicie Jana Rulewskiego i Wiesława Bartoszcze w Bydgoszczy, napad na kościół św. Marcina w Warszawie, rozbicie strajku w WOSP w Warszawie, jeszcze przed stanem wojennym, pacyfikacja kopalni Wujek i Manifest Lipcowy (zabici i ranni) i cała seria tajemniczych zabójstw, często upozorowanych na wypadki. Jacek Jaworski był jednym z głównych szkoleniowców tych oddziałów. Uczył sztuki walki i wspinaczki. W pierwszych dniach stanu wojennego uczestniczył w akcjach milicji przeciw strajkom w Krakowie i okolicach. Niektórzy działacze „Solidarności” z Krakowa twierdzą nawet, że był jednym z dowódców akcji przeciw strajkowi w Nowej Hucie (tego nie jestem w stanie sprawdzić). Oddziały Specjalne Milicji dla kamuflażu nazywano „antyterrorystycznymi”, tyle tylko, że terrorystów poza milicją i SB w Polsce nie było. Och, bym zapomniał, byli. Byli terroryści z Czerwonych Brygad, Al Fatah, był nawet Karlos i Abu Nidal. Mieszkali w Hotelu Victoria i odbywali szkolenia pod okiem szkoleniowców… z Oddziałów Specjalnych Milicji.



I oto, 10 lat po przełomie, objawia się Jacek Jaworski jako gwiazda opozycji. Zeznaje jako świadek w procesie ZOMO-wców z kopalni Wujek. Ponoć w stanie wojennym szkolił Oddziały Specjalne Milicji, tak jak to robił od lat, ale tym razem w innym celu – w celu dowiedzenia się, kto w kopalni Wujek strzelał. Ponoć się tego dowiedział i sporządził dla podziemia raport z nazwiskami strzelających milicjantów, którego to raportu nikt do dziś nie widział i nikt jego istnienia sobie nie przypomina. Po tym fakcie Jacek Jaworski podobno wypisał się z milicji. Przyjmijmy nawet roboczo, że to prawda, w co ja absolutnie nie wierzę. Ale niech będzie, powiedzmy, że tak było. No i co z tego? Czy przekazanie podziemiu jednej informacji i wypisanie się z milicji ze względu na stan zdrowia to taka wielka zasługa dla podziemia, by kapitana MO mianować bohaterem narodowym, by pisywać o nim wielostronicowe artykuły (jako o gwieździe opozycji) w największych gazetach?



Odnoszę wrażenie, że w porównaniu z panami Jagiełłą i Jaworskim, mam w życiorysie o jedną zasługę mniej – nie zerwałem współpracy ani z PZPR ani z MO pod żadną postacią. Mimo najlepszych chęci zerwać tej współpracy nie mogłem, bo jej nigdy nie rozpocząłem.



Na piedestał narodowej chwały pchają się też Maciej Giertych i Ryszard Bender, członkowie Rady Konsultacyjnej przy generale Jaruzelskim w okresie stanu wojennego. Ale zostawmy ludzi. SLD nie jest pierwszą partią, która zawłaszcza cudze dokonania. Pierwszą jest PSL.



Było tak. Istniał sobie od „przedwojny” PSL, partia Witosa i Mikołajczyka, którą komuniści zlikwidowali w 1948 roku masowo rozstrzeliwując jej działaczy. Na jej miejsce utworzyli kolaborancką partię chłopską (tylko z nazwy), czyli ZSL – Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, przybudówkę PZPR. Na początku lat 90. ZSL zmienił nazwę na PSL, kradnąc ją dawnej partii Witosa i Mikołajczyka. Dziś już nowy PSL jawnie i bezczelnie podpisuje się pod ich tradycją, a panowie Pawlak, Kalinowski, Kuźniuk i inni uczestniczą nawet w wiecach pod pomnikiem Witosa, który ożywszy pewnie by ich kopnął w niewymowną część ciała.



Dziś mamy 25 rocznicę powstania „Solidarności” i już dowiadujemy się, że tworzyli ją także panowie z PZPR, milicji, ZSL, Rady Konsultacyjnej. Co będzie za kolejne 25 lat? Może dowiemy się, że strajk w stoczni Gdańskiej zrobili Jaruzelski, Kiszczak, Ciosek i Pastusiak a przeszkadzali im Wałęsa, Gwiazda, Lis i Borusewicz. Na naszych oczach odbywa się ostatnio potężne fałszowanie historii. Prawdziwi działacze „Solidarności” i podziemia są szkalowani, pomawiani o rzekomą współpracę SB, pomawiani najczęściej bez żadnych podstaw. Nazywani są „różowymi hienami”, „lewicą laicką”, „Bolkami” i „Lolkami”. Na ich miejsce wkracza nowa kasta weteranów, rodem z milicji, PZPR i Rady Konsultacyjnej.



Longin Pastusiak powiedział, że legenda „Solidarności” „nie może być własnością jednej opcji politycznej”. Owszem może. Jest własnością tych ludzi, którzy ją tworzyli, a ci ludzie do SLD, PSL i LPR nie należą. Ci ludzie w milicji, PZPR i Radzie Konsultacyjnej nie byli. Złodziej nie jest właścicielem niczego – legendy też.



Krzysztof Łoziński

< body>

Komentarze

piotrachtan | 2005-08-20 20:44

Krzysiu, głupota i zły smak Olejniczaka i jego kumpla można skwitować co najwyżej wzruszeniem ramion. Na więcej, a już na pewno na poważną dyskusję ich ogłoszenie nie zasługuje. Pod ruch Solidarnbości poczepiali się więksi od nich, od Michała Jagiełły, a już na pewno - od Jaworskiego. Na pewno żaden z nich zaś nie powinien oczekiwać roztrząsania ich zasług, jeśli takie były. Daj sobie spokój...

piotrachtan | 2005-08-20 21:06

i jeszcze jedno, a propos MJ, który po wystąpieniu z PZPR (był kierownikiem Wydziału Kultury KC) po 13 grudnia zacząl zarabiać przy robotach wysokościowych. Jedną z pierwszych prac była naprawa dachu sąsiedniego domu, obok KC na Nowym Świecie. Do Hieronima Kubiaka, partyjnego patrona MJ wpadl jego sekretarz z krzykiem &quot;Towarzyszu Kubiak, towarzysz Jagiełło na dachu protestuje!&quot; Dodam, że ten dach krył hotel KC...Jeśli więc Michałowi coś wypominać, to może dawniejsze sprawy, choćby jego brzydką rolę w procesie taterników.Przed 13 grudnia MJ zachowywał się przyzwoicie, decyzja o rzuceniu tekturki pewnie nie była dla niego łatwa, wiele zawdzięczał partii. Zmienił poglądy i z tego robić zarzutu nie wypada. A poza tym nie biega po salonach każąc się traktować jako kombatanta. Znam wiele innych osób, także - dziennikarzy, którzy opowiadaja o sobie gorsze dyrdymały. Wreszcie - zaufaj ludzkiej pamięci, w której pozostają, tak jak w dokumentach, pokrętne fałsze Bendera, Giertycha, Pastusiaka. Szkoda nerwów, ...