"Szczególnym rysem polityki rządu PO i kierownictwa tej partii jest odrzucenie zwyczajowych reguł uznawanych za oczywiste i nienaruszalne przez ludzi o choćby elementarnym wyrobieniu kulturalnym i politycznym." - napisał Jarosław Kaczyński w swoim opublikowanym 31 marca Raporcie o stanie Rzeczpospolitej.
Dalej pisząc o tych, którym brak wyrobienia (czytaj – Donald Tusk z byle jakiego podwórka), że „Reguły te, obok przepisów prawa, które są też często łamane (choćby w sposobie traktowania Prezydenta RP czy rozprawienia się z CBA), stanowią podstawę funkcjonowania ustroju demokratycznego. Dziś Polską rządzi grupa, która ich nie zinternalizowała, nie uznała ich za własne. W istocie prowadzi to do niszczenia podstaw demokracji, niszczenia jej najdelikatniejszej tkanki, którą trudno będzie odbudować.”
Raport, niestety, nie jest opisem rzeczywistego stanu Polski, jej ustroju, władz, stosunków społecznych i politycznych ani też nie odzwierciedla stanu gospodarki polskiej, nie jest żadnym raportem o stanie Rzeczpospolitej. Jest raportem o sposobie widzenia rzeczywistości, zapisem sądów wartościujących, subiektywnym opisem wewnętrznego napięcia autora bądź autorów, a w szczególności emocji wynikających z wciąż dotkliwie przeżywanej utraty władzy. Pełno tu, dla dodania wagi i pozoru mądrości, trudnych słów, jak hiperproceduralizacja, cokolwiek miałoby to znaczyć, albo dekonstrukcja, albo hiperekspiacja,  charakter petryfikacyjny, opresanci, społeczno-narodowa gospodarka rynkowa (co to może być? - PR), korporacjonizacja, imposybilizm i tak dalej.
Autorzy rzeczywistość polską widzą w barwach czarno – białych, wyznają bowiem nie chrześcijańską zasadę miłości bliźniego, a manichejską zasadę walki dobra ze złem. Według nich Aryman to:
Donald Tusk, Kazimierz Kutz, Lew Rywin, ideologia lumpenliberalizmu, polityka transakcyjna, kaszubskość i śląskość, niektóre wymienione wyże trudne słowa, klientyzm wobec Niemiec i Rosji, Polsat News, Gromosław Czempiński, Andrzej Wajda, Krzysztof Bondaryk, WSI, Zbigniew Ćwiąkalski, Gazeta Wyborcza, Tomasz Gross, dziedziczenie w trzecim pokoleniu karier komunistycznych, myślenie tetyczne, expose Tuska, Mirosław Sekuła, Komisje Śledcze, Abdul Rahman El-Assir, złowrogi Ławrow, i tak dalej, i tak dalej. Spis jest, doprawdy, długi, gdyż obejmuje cały okres rządów PO – PSL, a nawet wcześniej, sięga bowiem do Okrągłego Stołu  
A po stronie Ormuzda? Lech Kaczyński (świętej pamięci, naturalnie), Mariusz Kamiński i agent Tomek, IPN, społeczno-narodowa gospodarka rynkowa, zasada z Joanniny, Naród, Patriotyzm Jutra, Muzeum Powstania Warszawskiego, Rafał Matyja, a nawet Jan Rokita, deprowincjonalizacja (znów trudne słowo), wreszcie - Koncepcja PiS: suwerenny Naród, bezpieczna rodzina i cywilizacyjne minimum dla jednostki.
Raport Jarosława Kaczyńskiego Rafał Grupiński określił jako raport o stanie umysłów autorów. Nie zgadzam się z posłem Grupińskim. Raport Kaczyńskiego przypomina raczej maszynę losującą, ż której wypadaja przypadkowo dobrane słowa, zdania, akapity, łączone w równie przypadkowy sposób. Pełno w nim pomieszanych skarg na obecny rząd, obelg i wyrzutów, samochwalstwa gdy chodzi o stan spraw w latach 2005 – 2007, pretensji do rywali, głupawych, gazetowych formuł.
Tenor oddaje bardzo dobrze następny cytat, w którym widać rozpaczliwą potrzebę potwierdzenia własnej wartości, w odróżnieniu od rywali, którym najlepiej przypisać strach (przed PiS):
„I tu dochodzimy do problemu socjotechniki rządzenia, ogromnie ważnego dla formacji sprawującej obecnie władzę. Można sądzić (i nie jest to myśl zbyt oryginalna), że zasadniczą rolę odegrał tu w pierwszej kolejności lęk przed rządami PiS. Wywołanie tego lęku dowodzi przewagi przekazu medialnego nad bezpośrednim oglądem rzeczywistości przez jednostkę. Zasadza się ona – jak można sądzić – na intersubiektywności tego pierwszego, połączonej z ogromnym rozszerzeniem pola obserwacji. Widzę i słyszę to, co inni, jestem częścią wielkiej grupy, jednocześnie bardzo radykalnie przekraczam własny horyzont. Jeśli dodać do tego mechanizm oddziaływania autorytetów związany z szeroko rozpowszechnionym myśleniem tetycznym, czyli takim, w którym sprawdzeniem prawdziwości sądu jest jego potwierdzenie przez autorytet, to zrozumiałe się staje, że jeśli przekaz medialny jest w miarę ujednolicony, jego siła jest przemożna. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w latach 2005-2007.”
Maszyna losująca, którą jest przegrzany umysł prezesa, nie jest źródłem mądrości, można natomiast dowiedzieć się od niej ważnej ze względów zasadniczych definicji: oto wreszcie publiczność pozna istotę Narodu. Przed rokiem Prawo i Sprawiedliwość opublikowało projekt nowej konstytucji, w której podmiotem tego dokumentu uczyniło Naród (pisany przez duże N). Niestety, nie zdołałem w tym projekcie znaleźć definicji tego – stosując słowotwórstwo Jarosława Kaczyńskiego – makroagregatu. A tu – proszę, po roku dowiadujemy się, że chodzi o projekt „Narodu jako realnej wspólnoty połączonej więzami języka i – szerzej – całego systemu semiotycznego, kultury, historycznego losu, solidarności. Dzięki temu jednostka mogła się odnaleźć jako człowiek, jej życie nabierało sensu, a poprzez mechanizm demokratyczny państwa narodowego zyskiwała też podmiotowość we wspólnocie.”
Prezes „Samo Dobro”, znany z wyrobienia kulturalnego i politycznego, jak już coś powie, to powie. Smacznie i tak mądrze, że są z niego tylko same pożytki. Życie nabiera sensu!
Piotr Rachtan

Komentarze

pemba | 2011-04-01 07:56

To jest swoiste Main Kampf Kaczyńskiego. "Społeczno-narodowa gospodarka, Naród, Patriotyzm Jutra" - Zig Heil! A swoją drogą to takiej ilości bełkotu i głupot nie widziałem od czasu lektury Zielonej Książecki Kaddafiego.

kibic | 2011-04-01 13:03

zgadzam się z poprzednim wpisem,ale z jednym ale:powinno być Sieg Heil. Przy nazwie książki też powinno być Mein Kampf.

kibic | 2011-04-01 13:55

i jeszcze jedno.W poprzednim sejmie uchwalono żeby nie zamieniać słów polskich na obce,z tego co pamiętam kłócono się o to czy nie trzeba tłumaczyć nazwy Hot-dog.Kaczyński może spokojnie używać słów polskich bez robienia z siebie idioty.Czy to co uchwalił poprzednio sejm jest już nieobowiązujące?to po co się było zajmować pierdołami,jak i tak każdy ma to gdzieś?

pemba | 2011-04-01 14:34

Ad 1. Sorry co do pisowni niemieckiej. Po prostu nie znam tego języka. Ad 2. Ustawy o języku polskim w końcu nie uchwalono. Przepadła, bo była głupia. Np. tłumaczenie na polski słowa interface - międzymordzie, internet - miedzysiatka itp. Jednak wysilanie się na słowa &acutezagramaniczne&acute ma zamaskować głupotę calego tekstu. To jest takie udawnie mądrego za pomocą wyszukanego słownictwa, gdy nie umie się argumentować w sposób normalny.