Powstaje jednak pytanie czy chodzi o ich brak czy ich marnotrawstwo. Jeśli chodzi o szpital zamojski, marnotrawstwo z pewnością w grę nie wchodzi. Ale to, co dzieje się w SP ZOZ-ach takiej gwarancji już nie daje. Wręcz odwrotnie. Jestem przekonany, że marnuje się tam pieniądze na wyścigi. Nie sposób więc zgodzić się z tym, że lekarstwem na taki stan rzeczy miałoby być proste „dosypanie” pieniędzy do systemu, a skoro tych nie ma, to nadwyżkę z ubiegłego roku przeznaczyć dla województw wschodnich i południowych jako tych, które najogólniej rzecz biorąc, są niedoinwestowane. Mógłbym przytoczyć szereg argumentów, na podstawie których można byłoby udowodnić tezę, że więcej pieniędzy należy się dla woj. Śląskiego, w którym akurat mieszkam, bo to tereny zdegradowane działalnością przemysłową albo, że średnia długość życia tu jest najniższa w kraju ,a podkarpackim akurat najwyższa, albo że jest tu szereg placówek medycznych świadczących usługi dla wszystkich mieszkańców Polski itd. itp. Tak naprawdę jednak nie oto chodzi. Niesprawiedliwy podział pieniędzy z naszej wspólnej przecież kasy nie przebiega wzdłuż granic województw. Dziś ten podział przebiega wzdłuż granicy wytyczonej przez placówki publiczne i niepubliczne. Te niepubliczne, niezależnie od tego, czy to są placówki całkowicie prywatne, dzierżawione przez podmioty prywatne, czy też spółki samorządowe - są finansowane gorzej. Placówki niepubliczne stanowią już ponad 20 % wszystkich. To całkiem sporo w kraju, w którym za prywatyzację szpitali grożono więzieniem. Być może strach wywołany tą groźbą dziś paraliżuje NFZ i w związku z tym zmniejszenie kontraktów w ostatnich dwóch latach bardziej dotknęło placówki niepubliczne niż publiczne. Wystarczy przypomnieć tylko propozycje małopolskiego oddziału NFZ, który dla prywatnych placówek chciał nawet obniżyć wartość punktu! Nie chcąc dalej wnikać w szczegóły, ostatecznie stało się jednak tak, że ci ,którzy lepiej gospodarują publicznymi pieniędzmi, dostali ich mniej, a niegospodarni więcej, chyba tylko po to, by mogli ich więcej zmarnować. A skala marnotrawstwa jest ogromna.

Publiczny szpital powiatowy dysponujący kontraktem w wysokości 4 309 191,36 w pierwszym kwartale 2009 roku stracił na działalności w tym okresie 1 484 463,36. Po wydzierżawieniu go prywatnemu przedsiębiorcy, w analogicznym okresie roku 2010, mając do dyspozycji nieco mniejszy kontrakt bo w wysokości 4 102 374,94 zł potrafił zarobić 98 263,65 zł. Na czym zaoszczędzono? Głównie na zużyciu materiałów i energii oraz usługach obcych. Nie zwolniono tam ani jednego pracownika, nie zlikwidowano ani jednego oddziału, a poziom tzw. „nadwykonań” wyniósł 13,67 % /drugie miejsce w regionie po „Parkitce”/. Tak więc, wbrew szerzonym opiniom, w tym niepublicznym przecież szpitalu nie odsyła się pacjentów z „kwitkiem”. Poziom „nadwykonań” w publicznym szpitalu miejskim w Częstochowie wynosi 8,01 % a w publicznym wojewódzkim tzw. „Tysiącleciu” 8,93 %. Z tych danych można wysnuć wniosek, że to publiczne szpitale częściej odsyłają pacjentów, lub że ten niepubliczny cieszy się lepszą opinią, bo pacjenci chętniej korzystają z jego usług. Ciekawe jest też porównanie rentowności tych szpitali, liczonej jako stosunek wszystkich wykonanych świadczeń medycznych do poniesionych przez szpital kosztów. Tu bezapelacyjnie najlepszy wynik zanotowała prywatna „Blachownia” - 13,67 %. Dane te, w zestawieniu z faktem, że szpitale niepubliczne jedynymi pieniędzmi publicznymi ,jakimi dysponują, to środki z kontraktu z NFZ , a publiczne otrzymują jeszcze dotacje od samorządów lub skarbu państwa /pomoc publiczna/ , powinny dać wszystkim do myślenia.
