Przed dwoma laty powiadał był „oni stoją tam gdzie stało ZOMO”, dzisiaj powiada, kto jest przeciwko zostawieniu krzyża z przed pałacu prezydenckiego „ jest po tej samej stronie, co pan Napieralski i Zapatero”.
I tu pozostaję w rozterce co ta wypowiedź miała znaczyć? Jest to pochwała? – czy nagana ustna przed frontem kompanii? A jeśli nagana – to dalsze pytanie. Czy przegrany pretendent  na prezydenta Polski Jarosław Kaczyński równie nagannie ocenią tę część elektoratu Napieralskiego, która poparła jego kandydaturę w drugiej turze wyborów?
Ja rozumiem, że w traumie i w bólu brat zmarłego prezydenta chce, żeby uhonorować pamięć po nim. I został już dostatecznie uhonorowany miejscem spoczynku wiecznego na Wawelu.
Jakkolwiek sam tytuł prezydenta dożywotnio jest przypisany do osoby, która tę funkcję pełniła – to nie jest tak, że przestrzeń publiczna, w której pełni się funkcję prezydenta jest dożywotnio przypisana temu z nich, którego los doświadczył śmiercią. Lech Kaczyński był trzecim prezydentem wybranym w powszechnych, wolnych i demokratycznych wyborach. Otóż o ile, każdemu z jego poprzedników możemy przypisać pewne dokonania znaczące dla suwerenności i życia Polaków, w wzmacnianiu znaczenia Polski w Europie i na świecie, o tyle trudno odnaleźć w całej działalności zmarłego Prezydenta RP owe działania, które łączyły, a nie dzieliły by Polaków, które przysparzały by  wzrostu pozycji Polski w Europie i na świecie. Trudno znaleźć jakikolwiek zasadny tytuł, ażeby w miejsce krzyża stawiać zmarłemu pomnik.
Warto przypomnieć, że mamy już w Warszawie pomnik Romana Dmowskiego, to do dzisiaj nie mamy jeszcze pomnika pierwszego Prezydenta Rzeczpospolitej Gabriela Narutowicza zamordowanego przez polskiego nacjonalistę.
Stefan Małecki-Tepicht