Teksty większości referatów dostępne są na stronach Forum Obywatelskiego:
 (http://www.pfo.net.pl/index.php?option=com_content&task=blogsection&id=19&Itemid=69)
 oraz Academicus Poloniae:
 (http://percipipolonia.blogspot.com).
W moim odczuciu „podzieliły się" one (teksty, nie adresy) na trzy dobrze oddzielone klasy:

  • 1 opisy stanu faktycznego naszej nauki i szkolnictwa wyższego i propozycje naprawy tego co mamy (wystąpienia M. Żylicza, J.F. Stanilko i M. Dareckiego)
  • 2 opis sytuacji w nauce i szkolnictwie wyższym USA (wystapienie W. Palosza)
  • 3 krytyczne uwagi „ogólne" na temat uprawiania nauki i szeroko pojętego nauczania i studiowania (wystąpienie prof. Galara)
Panel prowadził prof. Karol Zyczkowski z UJ. Treści wymienione w punktach 1 i 2 dyskutowane były przed kongresem wielu miejscach zarówno w Internecie jak i innych mediach elektronicznych i „papierowych". Wymienienie wszystkich znanych mi takich miejsc rozdęło by ten tekst do nieakceptowalnych przez Redakcję rozmiarów więc, nie pretendując do jakiejkolwiek zupełności ani relewantności wyboru, ograniczę się do podania tych miejsc, gdzie starałem się (niekiedy z miernym skutkiem) jakoś za dyskusją nadążać. A dyskutowano m.in. (wymieniam alfabetycznie):

  • na „papierowych" stronach Forum Akademickiego i jego wersji elektronicznej (www.forumakad.pl)
  • na „papierowych" stronach Gazety Wyborczej i jej wersji elektronicznej (m.in. http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=33 i http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=902, trzeba poszukać wyszukiwarką odpowiednich tematów. Może być na hasło „habilitacja")
  • na stronie Niezależnego Forum Akademickiego (www.nfa.pl)
Na łamach „Kontratekstów" o szkolnictwie wyższym pisali m.in. prezes NFA Józef Wieczorek i niżej podpisany. Publiczna dyskusja na temat koniecznych w nauce i szkolnictwie wyższym reform zdominowana została przez „bój o habilitację". Zarówno za jej zniesieniem jak i przeciw ludzie listy pisali, gremia rozmaite opiniotwórcze uchwały podejmowały, a środowisko wyglądało na raczej bierne, bo nie czytałem, ani nie słyszałem by realizujący w uczelniach większość dydaktyki   szeregowi pracownicy jakiejś uczelni - np. adiunkci czy asystenci - zebrali się gdzieś i krzyknęli, że oto są za/przeciw planowanemu zniesieniu habilitacji. Pojawiające się w mediach głosy pochodziły od niewielu - ale za to bardzo aktywnych - dyskutantów, którzy - zwykle anonimowo (to taki signum temporis tego co w nauce mamy?) - prawili o pożytkach i nędzach istnienia habilitacji. Nieliczne głosy co bardziej przytomnych, którzy wskazywali, że problem nie leży w znoszeniu bądź zachowywaniu habilitacji, ale w weryfikacji związanych z nią uprawnień, przywilejów i tzw. wymogów (np. minima kadrowe) tonęły na ogól w powodzi emocji.

W panelowej dyskusji na Kongresie było znacznie lepiej. Zarówno wystąpienia prelegentów jak i - z konieczności (ograniczony czas) - krótka dyskusja były raczej rzeczowe. Teksty wszystkich, oprócz referatu prof. Galara, wystąpień i omówienie głosów w dyskusji dostępne są na wspomnianej stronie www.esse-est-percipi.com, więc tu pozwolę sobie ten temat pominąć. Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na dwie - w moim odczuciu ważne - sprawy:

  • nieobecność obrońców obecnego status quo. Nie usłyszałem żadnego jasno wyartykułowanego sprzeciwu wobec proponowanych zmian. Wygląda więc na to, że coś jest z tym głosem obrony habilitacji i poziomu nauki naszej nie tak albo, że ktoś ludzi takich do głosu nie dopuszcza. Nie zauważyłem, by robił to prowadzący dyskusję, więc może ograniczenia - jeśli są - mają inne przyczyny. Napisałem o obronie habilitacji, a nie całego systemu, bo - jak już wielokrotnie wyżej wspomniano - ten właśnie temat był w przedkongresowej dyskusji o reformie wiodącym. Nie chcę nawet myśleć o tym, że jest on również wiodącym w myśleniu o reformach, ale nieobecność na tym panelu ludzi broniących habilitacji w mediach jest co najmniej dziwna i w moim odczuciu źle wróży całej reformie, bo może się okazać, że część środowiska powie „nie bo nie". A to zakończy każdą dyskusję.
  • podnoszone przez prof. Galara wątpliwości co do możliwości precyzyjnej kodyfikacji wiedzy i mechanistycznego podejścia do edukacji. Uprawianie nauki od uprawiania sportu różni się w wielu miejscach, ale najbardziej chyba rolą konkurencji, która w świecie dobrze zdefiniowanych kryteriów osiągnięć sportowych ma zupełnie inny sens niż w niemożliwym do jakiegokolwiek uporządkowania krajobrazie wyników naukowych. A w nauce porządek taki nie jest możliwy m.in. (ale nie tylko) dlatego, że nie da się dziś przewidzieć, który wynik okaże się jutro lepszy. Nie wiadomo nawet co miałoby słowo „lepszy" znaczyć. Ta (nie wiem czy smutna czy raczej radosna) cecha nauki poddaje w wątpliwość wiele przekonań o możliwości „racjonalnego" potraktowania nauki jako działalności produkcyjnej (produktem wyjściowym miałyby być - jak rozumiem - odkrycia naukowe), co chcieliby widzieć liczni zwolennicy „organizowania nauki". Wydaje mi się, że samo uświadomienie ludziom naszej bezradności wobec istotnych w tej materii problemów byłoby ważne, bo jakoś jednak trzeba tę naukę i szkolnictwo wyższe finansować, a bez - częściowego chociaż - uporządkowania tej dziedziny zrobić się tego nie da. Chodzi o to by rozmaite „płoty" i „miedze" wytyczać w nauce na tyle rzadko, by mogła się ona swobodnie rozwijać i na tyle gęsto, by można to było jakoś finansować.
Panel był krótki, więc i moje z niego sprawozdanie nie powinno być zbyt długie. Z istotniejszych wydarzeń warto chyba zauważyć liczną obecność ludzi młodych, co również trochę (pozytywnie!) zaskakuje, bo w dyskusji w mediach dominowali raczej starzy wyjadacze. Ważnym, jak myślę, wydarzeniem było pojawienie się grupy skupionej wokół wspomnianego portalu „esse-est-percipi", którzy wydają się traktować problemy reformowania polskiej nauki bardzo serio. Byłaby to druga już - po NFA - grupa stawiająca sobie za cel uzdrowienie chorych obszarów naszej nauki i szkolnictwa wyższego. Zdaje się, że wielu z jej członków jest dobrze zorientowanych (a może też osadzonych) w strukturach nauki USA i generalnie krajów tzw. Zachodu, co może pozytywnie rzutować na działania tej grupy.

Waldemar Korczyński